Kilka dni temu Sojusz Lewicy Demokratycznej w Rzeszowie, uczcił pamięć ofiar katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem. Wśród nich był kandydat partii do fotela prezydenckiego Jerzy Szmajdziński oraz posłanki: Jolanta Szymanek - Deresz i Izabela Jaruga -Nowacka.
Parlamentarzystów z sejmowych ławek, którzy zginęli w katastrofie pod Smoleńskiem wspominał poseł SLD Tomasz Kamiński.
O kolegach najbliższych.
- Lewica polska straciła trójkę parlamentarzystów. Wybitnych polityków i trójkę mężów stanu. Mówię tak o koledze i koleżankach. Prezentowali wysoki poziom wiedzy merytorycznej, przygotowania zawodowego ale byli nie tylko posłami bo przede wszystkim ludźmi. Całą trójkę dosyć dobrze poznałem przez ostatnią kadencję. Jestem pierwszą kadencję posłem, a Jola Szymanek - Deresz siedziała przede mną, w pierwszym rzędzie, ja siedziałem w drugim. Przede mną siedział też Jurek Szmajdziński. Z tą dwójką podczas posiedzeń sejmu rozmawialiśmy często o wielu sprawach. O tych ważnych istotnych ale i o tych zwykłych życiowych. Iza z kolei siedziała dwa rzędy za mną. W takim małym klubie jakim jest klub lewicy, gdzie jest nas 40 osób, wszyscy doskonale się znamy. Spotykaliśmy się na co dzień. Ja mogę dziś żartobliwie powiedzieć o marszałku Szmajdzińskim, że wśród nas młodych posłów, miał przydomek "wujek dobra rada". Z każdym problemem się do niego chodziło, on ze swoją rozbrajającą szczerością, z ciepłem, zawsze z uśmiechem i żartem potrafił nam wiele kwestii wytlumaczyć, naprowadzić nas na inny tok myślenia i rozładowywać wszelkie konflikty - mówił Tomasz Kamiński.
- Jola Szymanek Deresz była piękną kobietą, która zawsze pokazywała klasę w każdej sytuacji. Nie przypominam sobie żeby było kiedykolwiek inaczej. Poza tym świetna tenisistka. Każda wolna chwila, Jola z torbą i rakietą z pokoju sejmowego jechała na kort, gdzie grywała często także z Jurkiem Szmajdzińskim - wspominał. - Iza Jaruga - Nowacka, która w sejmie walczyła o sprawy kobiet, równouprawnienia różnych mniejszości, była też uosobieniem dobra i ciepła, bo zawsze walczyła o interesy pokrzywdzonych, chociażby maltretowanych dzieci. Ostatnio pracowała przy ustawie o przemocy w rodzinie. Była osobą, która nie przeszła obok drugiej cierpiącej osoby bez pochylenia się i próby pomocy. Jako z wiceszefową klubu - ja też jestem w prezydium w tym gronie pięciu osób - rozmawialiśmy o trudnych sprawach. Kiedy pojawiały się konflikty Iza zawsze potrafiła znaleźć konsensus, mówiąc ze swoim ciepłym spojrzeniem, o rozwiązaniach na które byśmy nie wpadli. Dobra, życiowa kobieta. I niestety tej całej trójki nie ma z nami. Ciężko to sobie wyobrazić...podczas wczorajszego posiedzenia, te miejsca były puste. Były łzy, żal, smutek i pustka. Każdy z nas parlamentarzystów, mógł być na ich miejscu. Los wybrał ich, szkoda że tak się stało ale słowa nie oddadzą tej tragedii i smutku...I tej pustki - dodał.
Pierwsza wizyta na Podkarpaciu.
Jerzy Szmajdziński 11 lutego odwiedził Rzeszów. - Jako pierwszy kandydat w wyborach prezydenckich spotkał się z mieszkańcami miasta. Było dużo ludzi i pytań. Jego rodzice, jego tato korzeniami związany jest z Podkarpaciem. Jurek coprawda urodził i wychowywał się we Wrocławiu ale te rodzinne więzi z Podkarpaciem i powiatem kolbuszowskim są. Ja pamiętam, że bardzo nalegałem jako szef SLD na Podkarpaciu, żeby ta wizyta - inauguracja kampanii, jedno z szesnastu spotkań, odbyło się właśnie tu w Rzeszowie. I udało mi się to zrobić. Pamiętam te wizytę, bo to był tydzień sejmowy i program był bardzo napięty. Wylecieliśmy z Warszawy rano ale wieczorem musieliśmy być na lotnisku. To było kilka intensywnych spotkań i przepraszałem wtedy Jurka, bo od rana nie było czasu, żeby zjeść śniadanie. Bo przemieszczaliśmy się ze spotkania na spotkanie, pamiętam to z klasami maturalnymi w III LO i komitetem honorowym. Mieliśmy na to wszystko 7-8 godzin i jeszcze to duże spotkanie w Instytucie Muzyki. Zapamiętałem tę sytuację bo chodziłem zawstydzony i tłumaczyłem się, w tym ciężkim harmonogramie nie znalazł się czas na śniadanie. Ale poradziliśmy sobie. Jurek mi to wybaczył, żartowaliśmy sobie z tego potem - wspominał dalej Kamiński. - W ten piątek przed katastrofą Jurek obchodził swoje 58 urodziny. 9 kwietnia podczas głosowań w sejmie podeszliśmy do niego i złożyliśmy mu życzenia urodzinowe. Przeprosił nas: "Chłopaki. Nie zaproszę was na kolację, jutro lecę do Katynia". Chciał lecieć bo twierdził, że on kandydat na prezydenta, powinien się w tej delegacji prezydenckiej znaleźć. Zawsze podchodził poważnie do misji i roli, którą pełnił. I ta ostatnia droga jego i całej tej trójki skończyła się podczas pełnienia misji państwowej - dodał. - Był najspokojniejszym z marszałków i chyba z największym poczuciem humoru, bo przypominane są te jego wypowiedzi. Uciszał spokojnie. To nie były kąśliwe uwagi, także nawet u osoby upominanej budziły uśmiech na twarzy. I taki Jurek pozostanie w naszej pamięci. Rozbrajał tym swoich największych oponentów i przeciwników politycznych. Oczywiście różnił się i cała trójka się różniła z pozostałymi ofiarami ideologicznie. Dalej się różnimy w swoich poglądach ale umiejmy się różnić w dobrym stylu. Mam nadzieję, że ta tragedia zostawi ślad na uczestnikach życia publicznego. Szkoda, że jednoczymy się tylko w obliczu tragedii. Kilka lat temu śmierć papieża, teraz Smoleńsk - podkreślał poseł. - Spotkaliśmy się, cały klub poselski, wszyscy posłowie, europosłowie byli premierzy: Leszek Miller, Włodzimierz Cimoszewicz, Józef Oleksy i były prezydent Aleksander Kwaśniewski, po to żeby pomóc. Te rodziny potrzebują wsparcia psychicznego ale często i tego jakże prozaicznego. Oprócz tragedii jest wiele przyziemnych sytuacji, w których te rodziny teraz się nie mogą odnaleźć. Jesteśmy w stałym kontakcie i służymy im pomocą jak tylko potrafimy - zapewnił.
mr