Andrzej Dec, przewodniczący rady miasta Rzeszowa przysłał do redakcji „Gazety” list, w którym tłumaczy się z nieusprawiedliwionego opuszczenia sesji.
Przypomnijmy: czwartkowa sesja nadzwyczajna, radni właśnie przedyskutowali kwestię rozpoczęcia konsultacji społecznych w gminie Trzebownisko. Minęło półtorej godziny obrad. Kawa albo została wypita, albo wystygła. Żółtawe światło i rozpuszczone w nim całodzienne zmęczenie. W końcu zbliża się godzina 8 wieczorem. Radna Kaźmierczak prosi o 10 minutową przerwę. – Narada klubu – twierdzi. Przewodniczący Dec przystaje. Nikogo to nie dziwi, nikt się niczego nie spodziewa. Radni po lewej stronie siedzą, prawa strona skierowała się w stronę wyjścia. Filuterne uśmiechy. Błyski w oku jak przed szkolną psotą, takie rzeczy zauważa się po fakcie. Po fakcie staje się zrozumiałe, że co niektórych nie rozbawiło jakieś komiczne stwierdzenie partyjnego kolegi, tylko ta chwila przed wybrykiem.
10 minut minęło. Dopiero teraz widać, na czym polegała „klubowa narada”. Radni z klubów PO i PiS pojechali do domu. Pozostali uśmiechają się zażenowani. Konrad Fijołek, który z racji nieobecnego Deca przejmuje funkcję przewodniczącego, odczytuje nazwiska nieobecnych. „Nieusprawiedliwiona nieobecność”. Skojarzenia ze szkołą nasuwają się same. Ci, którzy pozostali (szkolni prymusi?) zgłaszają się ochoczo. – Jestem obecny panie wiceprzewodniczący. (Wzorowe zachowanie na szkolnym świadectwie). Konrad Fijołek mówi, że wobec pozostałych wyciągnie konsekwencję. Potrąci im z diety.
Media trąbią o nieobyczajnym wybryku. Andrzej Dec, którego na kilka minut przed incydentem prezydent Ferenc nazwał „wyjątkowo światłym człowiekiem”, czuje się w obowiązku wytłumaczyć swoje postępowanie. W liście do „Gazety” pisze, że sprawa Malawy była już wielokrotnie omawiana i wniosek nie przechodził. Prezydent mógł więc liczyć tylko na to, że któryś z przeciwników „nie będzie mógł przyjść, da się złamać, albo przekonać”. A wielokrotnie powtarzanie tego samego projektu (żadna nowa okoliczność, żaden nowy argument) „to dowód na kompletne lekceważenie Rady, która przecież jest w samorządzie organem stanowiącym”.
Dlatego Andrzej Dec wraz z kolegami z klubu i radnymi z opozycyjnego PiSu opuścili obrady. „Powiedzmy przy tym wyraźnie: nie jestem dumny z uciekania się do takich sposobów i chciałbym ich za wszelką cenę uniknąć. Jednak - i to też trzeba podkreślić - jest to metoda dopuszczalna w demokracji, choć stosowana w ostateczności. Nie mam wątpliwości, że z taką ostateczną sytuacją mamy teraz do czynienia” – pisze Dec.
Dec odpiera też zarzut (polityczny), dotyczący koalicji („żadna koalicja nie polega na tym, że mniejszy koalicjant popiera wszystkie wnioski większego”)i ten, mówiący o tonącym okręcie (literacki)-„ Otóż po pierwsze po to mam zastępców (…) – pisze Dec - po drugie, jest to porównanie chybione. Jeśli już by je stosować, to trzeba powiedzieć, że Rada Miasta jest okrętem niezatapialnym. Czas będzie płynął, odejdą obecni radni, przyjdą nowi, może zmienią się przepisy, ale dopóki Polska będzie państwem demokratycznym, Rada Miasta Rzeszowa będzie istnieć i działać”. Poprzestaniemy na tym epifanicznym stwierdzeniu. Wnioski wyciągnijcie Państwo sami.
BM