„Bo ja naprawdę celebruję pranie. I chyba stworzyłam już prywatny instruktaż!” Z Kingą Cichowską, rzeszowską graficzką rozmawialiśmy o jej najnowszym projekcie zatytułowanym „Pralnia”.
Więc tak: wchodzisz na salę i zalewasz grupę oldboyów swoją szafą. Wyrzucasz po kolei majtki i staniki, rajstopy fruwają w powietrzu, podarte koronki egzaltowanym strzępem osiadają na lampie. Panowie gotowi udławić się twoją nachalną kobiecością. Taki konfekcyjny krzyk: „Jestem kobietą i nic wam do tego!”.
Podpaska na stole to by była przesada
Kinga: Nie, nie, nie (śmiech). To wcale tak nie wyglądało! To była obrona mojej pracy magisterskiej, którą zresztą pomagał mi dopracować mój promotor, także komisja egzaminacyjna wiedziała, czego ma się spodziewać i nie było tego elementu zaskoczenia (śmiech). Poza tym ubrania wcale nie „latały” tylko były przygwożdżone do ściany. Choć część z nich faktycznie znalazła się na komisyjnym biurku (śmiech).
Szminka, puderniczka, szpilka leżały na stole zarezerwowanym dla egzaminatorów?
Kinga: Tak. Planowałam jeszcze dorzucić podpaskę, ale uznałam, że tego by było za wiele (śmiech).
Jest rok 2009. Krakowska Akademia Sztuk Pięknych. Kinga Cichowska, śliczna, drobna brunetka, siedzi wyprostowana za stołem przed dostojnym krakowskim jury. Klasyczna mała czarna z ogromnym, fantazyjnym kwiatem, czarne pończoszki, seksowne szpilki, modne okulary, torebka niedbale położona na ziemi. Kinga jest prowokująca, epatuje pewnością siebie. Właśnie broni pracę magisterską z grafiki warsztatowej. Fatałaszki na ścianie i damskie gadżety – od lusterka po wałek kuchenny, to linoryty, pociągnięte czarną farbą drukarską.
Kinga: Moja praca nie miała w sobie żadnych feministycznych podtekstów. Nie była formą walki w obronie „kobiecej sprawy”. Oczywiście jestem za równouprawnieniem, ale nie uważam, żeby „kobiece czynności” jakoś kobiecie uwłaczały czy sprowadzały ją do funkcji. Ja po prostu lubię być kobietą, lubię prać i wcale nie uważam tego za degradację. Nie czuję się przedmiotem w patriarchalnym kieracie (śmiech).
Od zawsze chciałaś zajmować się grafiką?
Kinga: Nie malowałam ścian akwarelami, jeśli o to ci chodzi (śmiech). Byłam raczej grzecznym dzieckiem (śmiech). Moja mama skończyła liceum plastyczne i samoistnie zaszczepiła we mnie pasję. Od zawsze wiedziałam, że chcę zajmować się sztuką, tylko nie wiedziałam, czym konkretnie. Chodziła mi po głowie ceramika, szkło, ostatecznie stanęło na grafice.
Kobiecość to taki „worek z gadżetami”
Najpierw był plastyk w Rzeszowie, później krakowska Akademia Sztuk Pięknych, do której Kinga nie była przekonana od początku, bo bała się, że to za wysokie progi. A potem lata warsztatów, wykładów, zajęć praktycznych z rysunku, malarstwa, liternictwa, reklamy, animacji i grafiki komputerowej. Kinga decyduje się na pracownię drzeworytu-linorytu, choć, jak sama przyznaje, z drzeworytem miała niewiele wspólnego. – Z linorytem jest tak, ze idziesz sobie do dowolnego sklepu z wykładziną, kupujesz linoleum, zwijasz w rulonik i po wszystkim. Drzewo trudniej jest zdobyć – tłumaczy. Wreszcie przyszedł czas na pracę magisterską i obronę.
Kinga: Początkowo robiłam oddzielne zestawy dla kobiety – matki, kobiety –żony, czy kobiety – kochanki, ale później uznałam, że tak się nie da. Że kobieta to taki worek, do którego można upchać i koronkowe stringi i garnek, perfumy i płyn do płukania. Kobieta jest wszystkim po trochu. Tego po prostu nie da się rozgraniczyć.
Dla Kingi esencją kobiecości jest właśnie zwyczajna kobieta. Kobieta w domu. Taka, która gotuje, sprząta i pierze. A po zmyciu „warstwy ochronnej” ma zmarszczki i rozszerzone pory.
Kinga: Denerwuje mnie, kiedy przeglądam prasę kobiecą, a tam nic tylko te idealne gładkie twarze, gładkie ciała. Przecież to wcale nie są kobiety! Kobieta tak nie wygląda! Dlaczego nikt nie pokaże kobiety przy zwykłej, domowej czynności, kiedy prasuje albo pierze. Przecież to robi i pani domu, i urzędniczka, która osiem godzin spędza w biurze!
Kingę inspiruje codzienność. Wszystkie te kobiece ciuszki, falbanki i koronki, puzderka i flakoniki. To, co kobieta wyrzuca z szafy, kiedy gdzieś się śpieszy, i to, co ją otacza, kiedy przyrządza obiad.
Kinga: Przecież kobieca torebka to prawdziwa kopalnia pomysłów! (śmiech)
Ubierz sobie kobietę
Zaczęło się od pleneru w Grecji. Studenci ASP robili szkice, wplatali antyczne wzorce w swoje rysunki, lub definiowali klasycyzm na nowo. Kindze się nie chciało. Wolała włóczyć się wapiennymi ulicami, chronić w cieniu markiz, przysadzistych jak greckie matrony. Tylko, że plener trzeba było zaliczyć.
Kinga: Wróciłam do pokoju i natknęłam się na moje rzeczy wybebeszone z walizki. Od niechcenia zaczęłam je malować i tak powstały pierwsze projekty do linorytów. Wszystkie są mi bliskie – to rzeczy, które mam albo, które kiedyś do mnie należały. Mój profesor zasugerował, że teraz to by się przydała wielka lalka, którą można by w te rzeczy ubrać. I powstał taki zestaw podobny do tych, którymi bawiłyśmy się w dzieciństwie. Pamiętasz? Papierowa lalka z wycinaną garderobą. Tylko, że moja była naturalnej wielkości (śmiech).
Kinga ze swoją lalką pojechała nawet do Reggio Emilia, miasteczka niedaleko Bolonii reprezentować krakowską Akademię Sztuk Pięknych na targach sztuki.
Wieszam pranie według kolorów tęczy
„Pranie to jedna z najbardziej odpowiedzialnych prac domowych, dlatego należy do obowiązków kobiet.(…) Po zakończeniu prania nie wyłączaj przydatnego programu pralni, jakim jest mężczyzna, lecz użyj go do: wirowania, wyżymania i roztrzepywania tkanin o dużej powierzchni, jak pościel, prześcieradła, ręczniki, koce. (…) Rozwieszaj pranie według wielkości, a przede wszystkim… kolorów tęczy. Kiedy wieszasz pranie białe, czarne, pamiętaj by było zawieszone tak daleko i bezpiecznie jak przed obcymi łapami”. To tekst autorstwa Piotra Rędziniaka (specjalisty ds. programowych w BWA), widniejący na pocztówce, promującej pracę Kingi Cichowskiej zatytułowaną „Pralnia”.
Kinga: Śmialiśmy się z Piotrkiem przy powstawaniu tego tekstu. Bo ja naprawdę celebruję pranie. I chyba stworzyłam już prywatny instruktaż (śmiech). Pranie to naprawdę wymagająca czynność. Błąd w tej sztuce może kosztować utratę cennej garderoby (śmiech).
„Pralnia” wisi wśród prac eksponowanych na wystawie "Malarstwo, grafika, rzeźba artystów Rzeszowa i Podkarpacia - Wilno 2011". To taki łazienkowy niezbędnik: pralka, mop, płyn do kolorowych ubrań i oczywiście suszące się na sznurku pranie. „Pralnia” na wystawie zbiorowej to wycinek pracy wystawianej samodzielnie, rok temu, w małej sali BWA – poszczególne części garderoby Kinga przypięła prawdziwymi spinaczami do prawdziwego sznurka.
Kinga: Bo kto powiedział, że nie można robić prania w BWA? (śmiech). Można! I to bardzo udanie. Ludzie, którzy przychodzą obejrzeć wystawę „Wilno 2011”, przyjmują moją „Pralnię” bardzo dobrze. O dziwo, nawet starszych nie bulwersuje jej „niepoważny” charakter. Chyba każdy zrozumiał intencję: „Pralnia” miała być lekka, dowcipna, autoironiczna. To taka zabawa z widzem, która ma pokazać, że nawet najprostszą czynność można przekuć w dzieło sztuki. Słyszałam jak pewien starszy pan mówił: „No, ale koronka przy tych majtkach udała się znakomicie!” (śmiech)
„Pralnię” i wystawę „Wilno 2011” można oglądać do 4 września.
(cytacik)
Zobacz prace Kingi Cichowskiej TUTAJ