Strona główna » Nie dotyczy » Artykuły » Ośrodki i stowarzyszenia » Dowiedz się więcej o Galerii Fotografii [REPORTAŻ]

Dowiedz się więcej o Galerii Fotografii [REPORTAŻ]

    A A A Drukuj
                                  
2012-02-17 14:26, ostatnia aktualizacja 5 lat temu

Z okazji 20-lecia Galerii Fotografii postanowiliśmy przybliżyć Państwu jej burzliwą historię. I sięgnęliśmy po źródło z pierwszej ręki. Porozmawialiśmy z panią Ireną Gałuszką, bez której galeria w ogóle by nie istniała.


1 lipca 1886 roku w podwórzu posesji Gertnerów otwiera swoje atelier Edward Janusz. Za 12 lat jago kunszt doceni Jego Cesarko – Królewska Mość i stanie się on Nadwornym Fotografem. Widzimy go jak stoi na progu, z zadowoleniem mruży oczy przed lipcowym słońcem i podkręca wąsa. Włosy na pomadę, z kieszeni surduta spływa złoty łańcuszek, pan Edward obraca w palcach kopertę zegarka. Czeka na jakichś bogatych klientów, którzy chcą uwiecznić swój spokojny dostatek. Właśnie wysiadają z powozu. W dni, kiedy nie było klientów lub po godzinach pracy pan Edward, gubił być może swoją dystynkcję i wychodził na ulicę pofotografować z miłości zwykłe życie kupieckiego miasteczka. Błotniste drogi, targi bławatne, bony z dziećmi w wózkach podobnym skorupom na kółkach, witryny sklepów.

Ale pani Irena Gałuszka, dyrektorka Galerii Fotografii zapytana o historię powstania galerii zaczęłaby jeszcze wcześniej. Nawet nie od Józefa Zajączkowskiego, który otworzył w Rzeszowie pierwszy zakład fotograficzny. Pani Irena zaczęłaby od wynalazku Louisa Mande’a Daguere’a, dzięki któremu świat można było uchwycić na metalowych płytach. Bo, kiedy po wernisażu wystawy zorganizowanej z okazji Dni Judaizmu, pytam jak to się wszystko zaczęło, pani Irena ciągle mówi w liczbie mnogiej. – Nie mogę przecież mówić: „ja ja ja”, pracowało na to wielu ludzi. I widać po jej minie, nie tylko dyrektora, ale przede wszystkim fotografa, że ma na myśli coś więcej niż instytucje. Że chodzi o jej sam żywioł fotografii, o jej misję dokumentowania, wobec której pani Irena przejawia pokorę kapłana.

Sztuka fotografii w wyjątkowy sposób łączy w sobie umiejętność dostrzeżenia piękna otaczającej nas rzeczywistości oraz uchwycenia w obrazie fotograficznym niepowtarzalności chwili. Powstaje dzięki temu rodzajowi dokumentu, który scala artyzm z wiernym zapisem rzeczywistości – napisze prezydent Ferenc w liście gratulacyjnym, z okazji 15 – lecia działalności Galerii Fotografii Miasta Rzeszowa.

Tak się jakoś przyjęło traktować fotografię jako coś, co pojawia się samo przez się, w sposób mistyczny, jak zwiastowanie albo iluminacja. Istnieje wprawdzie plejada wybitnych mistrzów fotografii, których nazwiska pojawiają się w tytułach wystaw, ale są to byty jakby z fotografią sprzężone, jak greccy bogowie ze swoimi atrybutami. Zapomina się trochę o tych, którzy wystawę zorganizowali, którzy się o obecność takiego mistrza wystarali; o tych, którzy skromnie i niewidocznie życie miasta rejestrują. Im się dziękuję na jubileuszach. Na co dzień się o nich zapomina.

- O powstaniu galerii książkę by można napisać! – mówi Irena Gałuszka. W końcu nic nie powstaje z niczego. A w tym przypadku to pani dyrektor podjęła się demiurgicznego trudu, żeby jakoś zebrać to wszystko do kupy: głosy na tak w radzie miejskiej, sponsorów, przychylność kolekcjonerów, sieć kontaktów z fotografami, instytucjami z kraju i zza granicy. Nie było łatwo. Ale pani Irena nie bez powodu przez 6 kadencji była prezesem Rzeszowskiego Towarzystwa Fotograficznego, więc kiedy przełom polityczno – gospodarczy lat 90. XX wieku doprowadza do upadku organizacje pozarządowe, pani Irena rozpoczyna szeroko zakrojoną akcję marketingową. Już wtedy wie, że jedynym sposobem na przetrwanie Galerii Fotografii jest utworzenie z niej placówki kultury, finansowanej z budżetu miasta. Część członków stowarzyszenia nie chciało jednak o tym słyszeć. - Bali się utraty niezależności? – pytam. – Nie, po prostu woleli stać z boku. Powiedzieli: ty tutaj jesteś prezesem, to rób! – odpowiada pani dyrektor. Towarzystwo ostatecznie rozpada się w 1995 roku.

21 stycznia 1992 roku na XXVIII posiedzeniu rady miasta Józef Górny powie: Jeżeli miasto nie przejmie Galerii Fotografii RzTF – przestanie ona istnieć. Praca i wysiłek wielu ludzi zostanie zmarnowany. Proponuje, żeby na jej działalność przeznaczyć 120 mln zł rocznie. Na sesji przejdzie jednak wniosek Leszka Trybusa – 80 mln zł. – Dzięki temu głosowi Galeria Fotografii przez 12 lat przeżywała ogromne trudności finansowe – skomentuje Irena Gałuszka. Miasto zobowiązało się do utrzymania lokalu i opłacania pracowników (1 i ½ etatu). Reszta to upór pani Ireny. Już samo przetrwanie Galerii oznacza wielki sukces. - A jednak trwa nadal, jakby na przekór przeciwnościom i dla kultury niełatwym czasom. Galeria Fotografii Miasta Rzeszowa budujące zjawisko na fotograficznej mapie Polski, a w naszym regionie jedyne. Wprawdzie już po raz trzeci zmieniła swoją siedzibę (najpierw siedzibie Towarzystwa Fotograficznego przy ulicy 3 Maja 11, potem przy ulicy Matejki 2 – przyp. red.), lecz wydaje się, że w tej najnowszej, przy ulicy 3 Maja 9 osiądzie na dłużej – napisze Bogdan Biskup z „Nowin”.

Galeria Fotografii Miasta Rzeszowa rozpoczyna swoją działalność z wielkim rozmachem. Organizuje wystawę prac wybitnego polskiego fotografa Edwarda Hartwiga zatytułowaną „Najnowsze”. – To wspaniały człowiek – życzliwy, zawsze uśmiechnięty, szarmancki wobec kobiet – opowiada pani Irena. – Kiedy zapytałam pana Edwarda – dlaczego do tej pory nie miał wystawy w Rzeszowie, odpowiedział: Po prostu – bo nikt mnie jeszcze nie zaprosił! Pani Irena się śmieje, a Edward Hartwig już w kila dni po wernisażu wyśle list. - Jestem oczarowany waszą serdecznością, gościnnością i uznaniem. Długo będę pamiętał ten pobyt w Rzeszowie.

Pytam panią Irenę o inne, niezwykłe spotkanie. Wymienia Wiktora Wołkowa, który fotografuje tylko słońce. – Byłam przerażona jego pomysłem na wystawę – opowiada. – Przygotowywaliśmy się właśnie do wystawy „Słońce” (wrzesień 2011r. – przyp. red.) i pan Wiktor chciał wystawić przeźrocza, więc pytam go, co na tych przeźrocza jest, a on mi na to: „Jak to co? Słońca!” (śmiech). Obawiałam się, że dla widza, może to być cokolwiek nudne. No bo słońce na ścianach i jeszcze na przeźroczach, ale ludzie siedzieli kołkiem na tym spotkaniu bite kilka godzin.  Było to coś niesamowitego. Te jego słońca…

Ale wróćmy jeszcze na moment do stycznia 1992 roku. To musiała być piękna i wzruszająca chwila. Udało się uratować Galerię przed likwidacją. Zaproszona osobistość nie zawodzi i przyjeżdża. Prasa pieje z zachwytu. Patrzę na zdjęcie z przeprowadzki. Wszyscy uśmiechnięci, z doniczkami kwiatów w rękach. Figle im w głowach. Pani Irena przytrzymuje rower. Promienieje. I tylko gdzieś na marginesie odnotuje: Przeżywamy drastyczny brak środków na działalność statutową. Milczymy na temat skromnego uposażenia. Nie zdało egzaminu zastane po poprzednich lokatorach gazowe ogrzewanie lokalu. W okresie jesienno – zimowym wychodzimy kolejno w czasie pracy, aby się ogrzać „na mieście”. – Z perspektywy lat oceniam, że podejmowałam zadnia ponad siły „w imię dobra Galerii” – powie pani Irena.

Wystawa goni wystawę. Galeria promuje nie tylko polskich artystów – fotografików, ale i tych zza granicy- Niemiec, Białorusi, Słowacji, Szkocji, Belgii, USA. W 2010 roku Irena Gałuszka zostaje odznaczona dyplomem uznania i okolicznościowym medalem przez Ministra Kultury Republiki Bułgarii za wkład w rozwój i popularyzację kultury bułgarskiej. Zdjęcia amatorów przeplatają się z profesjonalnymi fotografiami. Podczas gdy w Galerii migocą, powiedzmy, bułgarskie impresje, zdjęcia Rzeszowa oglądają goście międzynarodowych targów. Galeria nie stroni od trudnych tematów. O wystawie, poświęconej w Bośni, ktoś napisze w księdze pamiątkowej: Ile my zadajemy pytań i dlaczego uważamy, że świat jest okrutny i niesprawiedliwy. Dlaczego autobus się spóźnia? Dlaczego chleb jest nieświeży? Co mają powiedzieć bohaterowie tej wystawy? Ludzie czekający na śmierć.

W 1997 roku pracownice Państwowej Służby Ochrony Zabytków dokonują zdumiewającego odkrycia: ok. 32 tys. szklanych negatywów, 1200 błon fotograficznych, dwa tysiące fotografii, pochodzących z pracowni Edwarda Janusza, leży w brudnych stertach, kurzy w pudłach na strychu kamienicy przy ul. Grunwaldzkiej 18. Rzeszowskie Muzeum Okręgowe przez 9 lat nie mogło się porozumieć ze spadkobiercami, którzy byli formalnymi właścicielami kolekcji. Niby ich bolało, że kolekcja tak leży i niszczeje, no ale cenę Januszów co rusz to ktoś podbija na aukcjach, a tu muzeum z przystąpieniem do licytacji się ociąga, konkretów nie podaje. Tak cmokali przez niemal dekadę. Wreszcie we wrześniu 2006 roku osiągnięto kompromis i pierwsze 500 szklanych klisz pojechało do Krakowa na konserwację.

Archiwum Januszów rozpięte jest pomiędzy kilkoma epokami: od roku założenia – 1886 – po 1972, pozwolić mu zginąć byłoby nie wybaczalnych grzechem. To największa taka kolekcja w Polsce i jedna z największych w Europie. – Archiwum należy do Muzeum Okręgowego – podkreśla Irena Gałuszka. – My możemy, co najwyżej wypożyczyć zdjęcia, ale w tej chwili tego nie robimy, tylko korzystamy ze zbiorów prywatnych kolekcjonerów. – Dlaczego archiwum Januszów nie znalazło się w Galerii Fotografii? – pytam, bo wydaje mi się, że nie ma nic bardziej oczywistego, niż opiekę nad zdjęciami przypisać instytucji, która po to m.in. została powołana. – Toczyły się jakieś rozmowy, ale mnie do udziału w nich nie zaproszono – ucina pani dyrektor.

Również w 2006 roku Irena Gałuszka zdobyła 12 tys. zł z programu Znaki Czasu ogłoszonego przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Z pomocą tych funduszy i środków miasta zinwentaryzowała ok. 5 tys. negatywów Jerzego Jawczaka, które nazwie „prawdziwą kopalnią wiedzy o życiu Rzeszowa w latach 70. I 80.”

Galeria pokazuje Rzeszów. Ten z czasów gorsetów i krynolin, i ten z czasów, kiedy część mieszkańców chodziła z Gwiazdą Dawida na ramieniu. Rzeszów bez pomnika Walk Rewolucyjnych i ten całkiem współczesny, pokazany na przykład oczami dzieci. W 2005 roku odbywa się konkurs fotograficzny: „Rzeszów – moje miasto, moje miejsce”, w którym wzięło udział ponad 90 uczniów i studentów. Ich zadaniem było pokazanie, co w Rzeszowie jest piękne, a co brzydkie. - Na zdjęciach nie ma słońca. Budowle toną we mgle albo przeglądają się w kałużach, przysłaniają je mokre konary drzew, w tle widać szare ciężkie listopadowe niebo – pani Irena czyta pierwszy z brzegu wycinek prasowy i od razu dodaje. – Ale to nie wynikało z tego, że dzieci widzą Rzeszów na smutno: brudny i szary; tylko z tego, że dość późno otrzymaliśmy decyzję o dofinansowaniu i dzieci fotografowały nie wtedy, kiedy chciały, tylko wtedy, kiedy musiały. Niektóre po raz pierwszy trzymały aparat w ręku i trzeba było widzieć ich oniemiałe z wrażenia buzie, kiedy zobaczyły swoje zdjęcia w wielkim formacie.

Zresztą to nie jedyny sposób zarażania uczniów pasją fotografowania lub wyrażania siebie/się poprzez fotografię. Galeria organizuje dla uczniów „Debiuty”. – Ostatnio zmieniliśmy nieco formę debiutów, bo młodzież zaczęła traktować je, jak zadanie do odhaczenia – tłumaczy Irena Gałuszka. - Jedno zdjęcie i po krzyku. Aparat zarzucony nawet wtedy, kiedy widać było, że ktoś ma ewidentnie talent. Teraz podnieśliśmy poprzeczkę. Uczniowie będą musieli nam udowodnić, że traktują fotografię poważnie. Nawet jako sposób na życie. Dlatego do konkursu będą musieli zgłosić kilka swoich prac. Przesłać gotową wypowiedź.

Galeria opuszcza budynek i wychodzi do ludzi. Od lata 2008 roku regularnie odbywają się wystawy plenerowe na ulicy Grunwaldzkiej, 3-go Maja i pod ratuszem. – To naprawdę wielka sprawa! Ludzie, którzy na co dzień nie mają czasu odwiedzić galerii, są po prostu zatrzymywani przez te obrazy – mówi pani dyrektor. W ciągu 4 lat tylko jeden raz ktoś zniszczył stelaże na Grunwaldzkiej. – Widocznie ludzie wiedzą, co dobre – śmieje się pani Irena. – Czy rzeszowianie muszą się o sztukę potknąć, żeby ją dostrzec? – pytam. – Ja tak nie uważam. W Rzeszowie jest bardzo duża grupa ludzi, którzy są świadomymi odbiorcami i uczestnikami kultury.

Pani dyrektor o galerii, wystawach i spotkaniach mogłaby opowiadać bez końca. Ale Irena Gałuszka sama jest utalentowanym i nagradzanym fotografem. Pytam więc w jakim rodzaju fotografii czuje się najbardziej spełniona.

Irena Gałuszka: Moja intymna, prywatna fotografia toczy się wokół człowieka. Bardzo lubię portret i te ujęcia, na których widać emocje człowieka. Zdjęcia pełne ekspresji, być może nawet agresywne, agresywnością wynikającą z wewnętrznego napięcia; zdjęcia, na których widać człowieka na tle przewalającej się rzeczywistości, czyli reportaż. Zresztą najwięcej nagród zdobyłam właśnie za zdjęcia reporterskie.

Pani najbliższe wystawy?

I.G: W tej chwili przygotowuję się do dwóch wystaw, w których człowiek nie jest jednakże głównym bohaterem. Pierwszy cykl dotyczy klimatu panującego w starych hutach, tej magii, która tkwi w starych maszynach. Ta wystawa jest już właściwie przygotowana. Druga będzie dotyczyć tych fragmentów rzeczywistości, które na pierwszy rzut oka wydają się nierealne, ale rzeczywiście się dzieją.

Gdzie będzie je można obejrzeć?

I.G: Wystawy będą na pewno w Szczecinie i Częstochowie, być może w Kielcach. W Rzeszowie to raczej mi nie wypada, bo ktoś sobie może pomyśleć, że Gałuszka się promuje (śmiech).

A ponieważ spotykamy się z okazji 20-lecia Galerii Fotografii dopytuję również o jej marzenia związane z galerią na kolejne 20 lat.

I.G.: Chciałabym, żeby zostało zrealizowane archiwum. Żeby galeria liczyła więcej pracowników. Żeby całe nasze zbiory zostały zarchiwizowane w sposób profesjonalny. Żeby można było zrobić wirtualną Galerię Fotografii. Jest to ogrom pracy i stać nas, żeby czegoś takiego dokonać, ale jest nas za mało…

Zdjęcia: Irena Gałuszka

Bardzo dziękuję Pani Irenie Gałuszce za rozmowy i możliwość wglądu w dokumenty. Redakcja hej.rzeszow.pl trzyma kciuki za Galerię Fotografii i życzy dalszych sukcesów.

BM







 
 
 

Artykuł dodał:
cytacik Napisz wiadomość
Oceń artykuł


Ostatnio przeglądający
 
cytacik Napisz wiadomość
5 lat temu
hej Napisz wiadomość
5 lat temu
kaprallex Napisz wiadomość
5 lat temu