W Rzeszowie zacznie działać system ostrzegania przed powodzią. Czujniki mierzące poziom wody zostaną zamontowane na rzekach: Młynówka, Strug i Wisłok. Pierwszy czujnik – testowy jest już na Słocinie.
Trzy tego typu czujniki zostaną zamontowane na Młynówce, 3 na Strugu i 2 na Wisłoku (w Zwienczycy i rejonie mostu kolejowego) – w najbardziej inwazyjnych miejscach. – Do końca września planujemy rozstrzygnięcia przetargowe, a do końca roku montaż – mówi Józef Szyszka, dyrektor wydziału zarządzania kryzysowego rzeszowskiego urzędu miasta.
Urządzenie będzie mierzyło aktualny stan wody. I gdy stan ostrzegawczy czy alarmowy zostanie przekroczony, zacznie wysyłać sygnał do zintegrowanej z systemem grupy ludzi, która będzie mogła rozpocząć działania zapobiegawcze. Wydruk informujący o aktualnym poziomie wody pojawiać się będzie co 15 min. – Jak na razie czujnik testowy sprawdza się znakomicie – mówi dyrektor Szyszka – gdziekolwiek jestem otrzymuję rzetelną informację i jestem spokojniejszy, tak też się będą czuć nasi mieszkańcy.
Bo, zdaniem dyrektora Szyszki, informacja jest najważniejsza. - Nie mamy wpływu na powódź. W pewnym momencie wody jest po prostu za dużo i musi wylać. Co innego z informacją. Kiedy człowiek zostaje uprzedzony o zbliżającej się katastrofie, to może się zabezpieczyć. Przenieść co cenniejsze rzeczy na górne kondygnacje budynku albo w ogóle je wywieść. Może zdążyć odjechać samochodem. Nie ma, aż takiej paniki, za to jest czas, żeby się przygotować. Zrobiono badania w Szczecinie, co ludzie zrobią w wypadku, gdy całkowicie zabraknie im energii elektrycznej. Jeżeli obywatel otrzymał informację, że za 12 godzin ta energia się pojawi, to mu to wystarczało, czuł się usatysfakcjonowany. Zaś, gdy człowiek takiej informacji nie otrzymał zaczynało się złorzeczenie: przekleństwa, bluzgi, całe mięso było wyciągane, aż do podziału majątku i władz na najwyższym szczeblu. Ze strachu i braku rzetelnej informacji.
Monitoring elektroniczny jest już w Ropczycach…- ale pojawił się tam dopiero po wielkiej powodzi! – mówi dyrektor Szyszka. – Ale to nie jest żaden wyścig! Instalacja jest droga i musi wynikać z realnego zagrożenia. Nie możemy szastać pieniędzmi z budżetu. Montujemy narzędzie pracy, które będzie wspomagało działalność służb i sztabów kryzysowych, a przede wszystkim służyło mieszkańcom.