



WIG20

mWIG40

sWIG80

WIG




Pytanie, jaki rodzaj aparatu wybrać – kompakt czy lustrzankę, zaliczyć można w mojej opinii do tej kategorii pytań, przed którą wcześniej czy później stanąć musi każdy fotoamator. I choć odpowiedź wydaje się oczywista, to każdy kto spróbuje nieco głębiej się nad tym zastanowić przyzna, że ta oczywistość jest tylko pozorna.
Zwolennicy kompaktów patrzą z politowaniem na przepastne i ciężkie torby z obiektywami miłośników lustrzanek, żartują - nie bez racji – że zanim tamci zmienią obiektyw, to motylek którego chcieli sfotografować dawno odleci, zaś ci drudzy uważają się za gatunek trochę jakby wyższy w hierarchii fotograficznej, czarują otoczenie swoim sprzętem i wyższym stopniem wtajemniczenia. I - co tu ukrywać – również ceną tego sprzętu.
Ale podział który naszkicowałem nie zawsze jest taki czarno – biały. Widziałem ostatnio w akcji zawodowca, z torbą ze sprzętem wartości samochodu, który w czasie sesji plenerowej wyjmował co jakiś czas z kieszeni małego, srebrnego kompakta i pstrykał nim serię zdjęć. Więc jak to jest z tym wyborem?
Na czym polega różnica?
Aby
oczyścić przedpole ustalmy na wstępie czym właściwie różnią się te dwa
typy aparatów? Pytanie jest istotne, bo producenci, sprzedawcy i
szefowie od reklamy robią wszystko, aby zatrzeć różnice między nimi.
Czytamy w opisach sprzętu o „półlustrzankach” , o „lustrzankach
kompaktowych” o „hybrydach” itd. Niektórzy posuwają się jeszcze dalej i
stosują prosty podział: wszystko to, co jest duże, ma klasyczny kształt i
poważny wygląd zasługuje na miano lustrzanki - cała reszta to kompakty.
Prawda jest nieco inna i zupełnie banalna. Otóż wszystko to, co ma
ruchome lustro, jest lustrzanką - cała reszta to aparaty kompaktowe. Coś
takiego jak np. hybryda po prostu nie istnieje z technicznego punktu
widzenia. Tę nobilitującą nazwę dostają najczęściej duże aparaty o
rozbudowanych możliwościach i wyglądzie zbliżonym do lustrzanki. Bez
względu na ich (często wysokie) parametry techniczne pozostają nadal
kompaktami. Przyznaję, że taki podział może być nieco mylący, bo
przecież „kompaktowy” w potocznym znaczeniu oznacza „niewielki”, a tutaj
wielkość nie ma znaczenia. Można z łatwością wskazać przykłady gdzie
aparat kompaktowy jest znacznie większy od najprawdziwszej lustrzanki.
W tym
miejscu należy wspomnieć jeszcze o kwestii obiektywów. Jak do tej pory
utrzymuje się reguła, że lustrzanki mają zawsze obiektywy wymienne, zaś
kompakty mocowane na stałe. Choć wydaje się to mało prawdopodobne, z
technicznego punktu widzenia nie ma oczywiście żadnych przeszkód, aby tę
zasadę złamać. Nie zmieni to nic w przedstawionym powyżej podziale.
Lustrzanka z obiektywem wymiennym czy taż stałym pozostanie nadal
lustrzanką, a kompakt także bez względu na obiektyw – kompaktem.
Tajnikami budowy obu typów aparatu zajmiemy się innym razem, teraz tylko w dużym uproszczeniu przypomnijmy ogólne zasady działania lustrzanki i kompaktu.
Zasada
działania lustrzanki.
W
czasie robienia zdjęć lustrzanką możemy wyznaczyć dwa stany aparatu:
faza podglądu obrazu i faza rejestracji zdjęcia.
W fazie podglądu obrazu wiązka światła przechodząca przez obiektyw odbija się od lustra głównego (lustrzanka ma pod lustrem głównym jeszcze jedno, mniejsze lustro do ustawiania ostrości – czytaj o tym miedzy innymi w artykule BF i FF - problemy obiektywów lustrzanek) i tworzy obraz na matówce, czyli szklanym lub plastikowym ekraniku, który obserwujemy przez wizjer przy pomocy pryzmatu (w wersji tańszej kolejnego lustra) umieszczonego na górze. Jeśli aparat ustawiony jest w trybie Auto lub w jednym z trybów półautomatycznych to w tej fazie, po naciśnięciu spustu migawki do połowy, następuje automatyczne dobranie wszystkich parametrów obrazu: ostrości, czasu i przesłony, czułości ISO i ewentualnie siły błysku lampy błyskowej. Wszystko trwa ułamek sekundy i w typowej sytuacji aparat sygnałem dźwiękowym potwierdza gotowość rejestracji ujęcia. Fazę podglądu zdjęcia schematycznie przedstawiono na rysunku poniżej.

Na
schemacie widać, że w fazie podglądu matryca jest zasłonięta i nie pada
na nią światło. To istotna uwaga, ponieważ w kompakcie jest dokładnie
odwrotnie.
W
fazie rejestracji zdjęcia następuje podniesienie lustra głównego (w tym
momencie obraz obserwowany na matówce znika), otwarcie na ustalony czas
(np 1/100 sek.) migawki i naświetlenie matrycy, następnie zamknięcie
migawki i opuszczenie lustra. Po wykonaniu tego cyklu procesor zajmuje
się obróbką zdjęcia i zapisaniem go na karcie pamięci, a aparat jest
gotowy do kolejnego ujęcia. Jak długo to wszystko trwa? Typowa
lustrzanka amatorska jest w stanie zrobić ok. 3 zdjęć na sekundę,
profesjonalni rekordziści znacznie więcej. Oznacza to, że cykl
podnoszenia i opuszczania lustra powtarza się kilka, lub kilkanaście
razy w ciągu sekundy. To właśnie ruchy lustra i migawki powodują
charakterystyczny dla lustrzanki dźwięk, który kompakty imitują,
odtwarzając przez głośnik odpowiednie nagranie.
Na schemacie poniżej pokazano lustrzankę w fazie rejestracji zdjęcia.

Zasada działania aparatu kompaktowego.
W
aparacie kompaktowym również wyznaczyć można dwa stany: faza podglądu
obrazu i faza rejestracji zdjęcia, ale oba te procesy przebiegają nieco
inaczej niż w lustrzance.
W
fazie podglądu wiązka światła przechodząca przez obiektyw pada
bezpośrednio na odsłoniętą matrycę. Obraz przez nią rejestrowany służy
do wykonania wszelkich nastawów aparatu i wyświetlany jest jako podgląd
obserwowanej sceny na ekranie umieszczonym z tyłu aparatu. W niektórych,
bardziej zaawansowanych modelach, obraz ten wyświetlany jest także na
drugim, miniaturowym ekranie, który obserwujemy przez wizjer podobny do
tego z lustrzanki. W tym miejscu trzeba jednak podkreślić, że
obserwujemy nie obraz rzeczywisty jak w lustrzance, lecz miniaturowy
ekran transmitujący obraz widziany przez matrycę.
Schemat poniżej przedstawia aparat kompaktowy w fazie podglądu obrazu.

W
fazie rejestracji następuje wyłączenie na moment matrycy, następnie
włączenie jej na czas niezbędny do naświetlenia zdjęcia (np. 1/100 sek.)
i ponowne jej wyłączenie. W tym czasie obraz jest przetwarzany przez
procesor i zapisywany na karcie pamięci. Na ekranie znika na moment
podgląd, a potem w zależności od ustawień indywidualnych pojawia się
obraz już zapisanego zdjęcia, lub podgląd na żywo tego, co widzi
obiektyw.
To wszystko tytułem wprowadzenia. Teraz możemy zająć się naszym tematem, czyli jakie są różnice i podobieństwa między tymi aparatami i co z tego wynika. Muszę jednak uprzedzić mniej cierpliwych Czytelników, że jednoznacznego zwycięzcy w tym artykule nie będzie. Dlaczego? Z bardzo prostego powodu – aparat kompaktowy i lustrzanka to pomimo ewidentnych podobieństw dwa zupełnie inne urządzenia, zaprojektowane do nieco innych zastosowań i skierowane do innych odbiorców. To trochę tak jak porównanie łyżki z widelcem. Niby podobne, służą do tego samego celu, ale co jest lepsze?
Żyleta
i mydło.
Zdarza się - i to całkiem często - że początkujący fotoamator chcąc poprawić swoje fotograficzne osiągnięcia, a czasem kierowany modą i swoistym snobizmem, odkłada na półkę swego wiernego kompakta i często kosztem wyrzeczeń finansowych całej rodziny kupuje lustrzankę. Robi pierwsze zdjęcia, porównuje ze starym aparatem i… oczom nie wierzy. Fotki z lustrzanki są jakieś szare, nieostre i ogólnie „mydło”. Porównuje z kompaktem – tam wszystkie są ostre, wyraźne, z pięknymi kolorami – czyli „żyleta”. Czy to możliwe? Na opisywane, subiektywne odczucia składa się kilka czynników. Spróbujmy omówić je po kolei.
Filozofia
działania lustrzanki i aparatu kompaktowego.
Tak
jak napisałem wcześniej lustrzanka cyfrowa i aparat kompaktowy
zaprojektowano do nieco innych zastosowań. Aparat kompaktowy został tak
zbudowany aby praktycznie sam, bez ingerencji człowieka robić poprawne
zdjęcia w małym formacie (typowo 10x15 cm) w niemal każdych warunkach.
Kluczowe są tutaj dwa stwierdzenia: „zdjęcia poprawne” i „mały format”.
Otóż tym dwóm celom podporządkowane są wszystkie działania aparatu.
Oprogramowanie
kompaktu w bardzo drastyczny sposób ingeruje w obraz uzyskany z matrycy
– następuje automatyczna korekta ekspozycji, bardzo mocne wyostrzanie,
zwiększenie kontrastu i nasycenia kolorów, agresywne odszumianie przy
wyższych czułościach matrycy, podbijanie wybranych kolorów dla
pogłębienia określonego wrażenia, czy wreszcie automatyczne rozjaśnianie
fragmentów ciemnych z równoczesnym przyciemnianiem tych zbyt jasnych.
Wszystko po to, by każde zdjęcie doprowadzić do średniej wzorcowej.
Nawiasem mówiąc, oddając zdjęcia do automatycznych fotolabów godzimy się
milcząco na te same operacje wykonywane przez automat. Jeżeli chcemy
tego uniknąć musimy przygotować zdjęcia w tzw. trybie reprodukcji, w
którym zdjęcie naświetlane jest bez dodatkowej obróbki, czyli tak, jak
zostało przygotowane.
Czy można powiedzieć że są to działania niekorzystne? Otóż nie. Przynoszą one najczęściej dobre efekty, czyli dają duży procent zdjęć poprawnych technicznie o ile pamiętamy o drugim warunku – zdjęcia reprodukowane będą w małym formacie. Dlaczego jest to tak ważne przedstawię na przykładzie wszystkim doskonale znanym – ikon komputerowych. Nawiasem mówiąc najciekawsze z nich to swoiste dzieła sztuki małego formatu. Popatrzmy na przykład ikony z naszego sklepu.

Wyraźnie widać tu ręce w przyjacielskim uścisku, można rozróżnić palce, cienie pod nimi, mankiety koszul i inne detale. Na podobnej zasadzie przygotowane są przez aparat kompaktowy zdjęcia do małego formatu. Co się stanie gdyby wykonać z nich większą odbitkę. Uzyskamy efekt podobny, jak przy powiększonej ikonie.

Okazuje się, że wszystko oparte jest na
swoistym złudzeniu optycznym – nie ma palców, nie ma cieni, nie ma
szczegółów. Duże powiększenie pokazało całą prawdę. Oczywiście w
przykładzie powyższym ze względu na mały rozmiar ikony widoczne są już
pojedyncze piksele obrazu. W aparacie kompaktowym, którego rozdzielczość
jest najczęściej porównywalna z lustrzankami, takiego problemu nie ma.
Analogia tego przykładu polega jedynie na sposobie przygotowania obrazu –
zabiegi które pozornie podnoszą ostrość i czytelność zdjęcia w małym
formacie w rzeczywistości mają wpływ negatywny – powodują jego
degradację poprzez zanik szczegółów, subtelnych półtonów i łagodnych
przejść.
Można
by więc spytać czy takie działania mają sens? Odpowiedź brzmi: tak,
pamiętając cały czas, że mówimy o małym formacie odbitek. Okazuje się
bowiem, że zdjęcie wykonane w małym formacie bez takich zabiegów wygląda
jak nieostre, mało kontrastowe i blade. Czyli tak jak z lustrzanki,
której filozofia działania jest dokładnie odwrotna niż kompaktu i
zakłada, że wykonujemy przy jej pomocy zdjęcie jak najbardziej
neutralne, bez żadnej ingerencji oprogramowania i najlepiej przy
wyzerowanych wszystkich nastawach: wyostrzania, kontrastu, nasycenia
kolorów itd. Zdjęcie takie z założenia ma być poddawane stosownej
obróbce na komputerze w zależności od przewidywanego formatu i
przeznaczenia.
Oczywiście
każdy grafik komputerowy kilkoma ruchami może doprowadzić zdjęcie z
lustrzanki do takiej postaci jak z aparatu kompaktowego, jeśli
przeznaczone ma być do reprodukcji w małym formacie. Zupełnie inaczej
trzeba potraktować jednak to samo zdjęcie jeśli ma być powiększone do
formatu dużego plakatu, czy bilbordu ulicznego. Uważa się że lustrzanka w
odróżnieniu od kompaktu jest tym lepsza, im mniej ingeruje w materiał
zarejestrowany przez matrycę. Aby wpływ ten ograniczyć do minimum
najczęściej zdjęcia robione są w bezstratnym formacie RAW, który daje
największe możliwości późniejszej obróbki na komputerze. Trzeba także
pamiętać o tym, że operacji „poprawiających” zdjęcie w kompakcie
praktycznie nie da się już cofnąć – utracone szczegóły, półtony i drobne
detale nie są do odzyskania. Wyjątek stanowi oczywiście zapis w
formacie RAW – wówczas zdjęcie z kompaktu można przekształcać dokładnie
tak samo jak z lustrzanki.
Jeżeli
więc chcemy robić zdjęcia, które będą naświetlane albo drukowane w
formacie 10x15 cm lub nieco większym, nie chcemy poświęcać im zbyt dużo
czasu na obróbkę komputerową, to zdecydowanie polecam dobry aparat
kompaktowy. Dla zawodowców i hobbystów, szczególnie jeśli pracują w
dużym formacie – pozostaje lustrzanka.
Na
koniec tej części rozważań teoretycznych zobaczmy przykład praktyczny.
Poniżej zamieściłem dwa zdjęcia – oba wykonane są w tych samych
warunkach, mają w oryginale zbliżoną rozdzielczość, pierwsze zrobione
kompaktem, drugie lustrzanką. Pora popołudniowa, niezbyt jasno, słońce
schowane za chmurami.
W małym formacie oba zdjęcie wyglądają podobnie, może nawet z lekką przewagą kompaktu.


A
teraz fragmenty w powiększeniu – z lewej kompakt, z prawej lustrzanka.


Na powiększeniach widać wyraźnie na czym polega różnica. Proszę zwrócić uwagę na kadr ostatni – na napis WOPR NIVEA i niebieskie obramowanie w górnej części reklamy. Na zdjęciu z aparatu kompaktowego tej cienkiej linii już nie ma – została zniszczona przez mocne wyostrzanie i duży kontrast. Ze słowa WOPR została tylko nieregularna plamka. Podobnie wyglądają szczegóły na spodniach. Cały czas pamiętajmy jednak czemu te zabiegi służą. Na odbitce 10x15 cm napis ten ma długość ok. 3 mm, czyli jest praktycznie tylko biało – niebieską plamką. Na zdjęciu z lewej (z kompaktu) ta plamka ma mocniejsze odcięcie między kolorem białym i niebieskim – przy takim powiększeniu będzie więc sprawiać wrażenie ostrzejszej.
Przeglądając prezentowane wycinki zdjęć, szczególnie w ciemnych fragmentach, zauważyć można jeszcze jedną wyraźną różnicę – zdjęcia z aparatu kompaktowego mają wyraźnie strukturę ziarnistą. Różnicę te widać dobrze na wycinku środkowym – spodnie z lewej są zupełnie inne, niż te z prawej. Tu zaczyna się największy chyba problem kompaktów – szumy matrycy.
Mała
matryca – duże szumy.
Typowa
matryce w aparacie kompaktowym ma wymiary od ok. 5x4 mm do ok. 8x6 mm, w
lustrzance amatorskiej APS-C z tzw. niepełną klatką ok. 22x15 mm, a w
lustrzankach profesjonalnych ok. 36x24 mm. Już na pierwszy rzut oka
widać, że są to różnice istotne.

Jeżeli na każdej z nich umieszczono tę
samą ilość elementów światłoczułych (np. 8 milionów) to konsekwencją są
duże różnice ich wielkości, a co za tym idzie dużo mniejsza czułość na
światło matryc małych. Aby uzyskać odpowiedni poziom sygnału
elektrycznego generowanego przez taki element należy poddać go dużemu
wzmocnieniu. W efekcie uzyskujemy duży poziom szumów matrycy, czyli
kolorowych punktów, pojawiających się w sposób przypadkowy na obrazie.
Zjawisko niemal niewidoczne przy dobrym oświetleniu, staje się prawdziwą
plagą przy słabym świetle (podniesiona czułość ISO) oraz na ciemnych
fragmentach kadru. Sytuację pogarsza jeszcze fakt, że matryca w
kompakcie jest włączona bez przerwy, zarówno w fazie podglądu , jak i
rejestracji zdjęcia. Powoduje to jej podgrzewanie, co dodatkowo zwiększa
poziom szumów. W tym przypadku kompakty przegrywają z lustrzankami
bezapelacyjnie. Zdjęcia poniżej ilustrują to zjawisko. Po lewej kompakt,
po prawej lustrzanka, oba aparaty ISO 400, bez lampy błyskowej.

Wycinki tych samych ujęć – po lewej kompakt, po prawej lustrzanka.

Konstruktorzy walczą oczywiście z tym
zjawiskiem stosując coraz bardziej wyrafinowane programy odszumiające. W
wyniku ich działania następuje istotne obniżenie widocznych na zdjęciu
szumów, ale niestety razem z nimi zniszczeniu ulega także część
informacji zawartej na zdjęciu, gdyż drobne detale, subtelne przejścia
tonalne program odszumiejący po prostu kasuje, traktując jako szum.
Zdarza się także, że nadmierne odszumianie daje tragiczne efekty np.
nienaturalnie wygładzonej, plastikowej twarzy. Tak przygotowane zdjęcie
nie jest do przyjęcia w dużym formacie, ale przy małych odbitkach
generalnie ulega widocznej poprawie w stosunku do zaszumionego
oryginału. Z tego powodu niemal wszystkie aparaty kompaktowe uruchamiają
programy odszumiające (szczególnie przy podwyższonych czułościach ISO)
automatycznie, bez wiedzy fotografa. Tylko najdroższe modele dają
możliwość ręcznego sterowania tą funkcją, lub robienia zdjęć w formacie
RAW, który zapisuje dane z matrycy bez dodatkowej korekty wprowadzanej
przez aparat.
Poniżej
to samo zdjęcie poddane agresywnemu odszumianiu – po lewej kompakt
odszumiony, po prawej lustrzanka bez odszumiania.

W tej konkurencji bezapelacyjnym zwycięzcą jest lustrzanka. Duża matryca, ze względu na większą wrażliwość na światło, wymaga mniejszego wzmocnienia sygnału i daje zdjęcia o zdecydowanie mniejszym poziomie szumów, a co za tym idzie, dzięki możliwości stosowania wyższych czułości ISO pozwala na wykonywanie poprawnych fotografii przy słabym oświetleniu. O ile nie wydarzy się jakieś epokowe odkrycie zmieniające dotychczasowe prawa fizyki, to kompakty zawsze w tej kwestii będą zdecydowanie gorsze. Nie dajmy się zwieść reklamom – kompakt o czułości ISO 3200 lub wyższej jest wyłącznie tworem marketingowym.
Można przyjąć, że użyteczna, bezpieczna czułość dla amatorskich lustrzanek cyfrowych wynosi ISO 800-1600, zaś dla kompaktów odpowiednio ISO 200-400. Wyjątkiem są modele tzw. kompaktów zaawansowanych wyposażonych w matrycę o wymiarach lustrzanki - np. Sony R-1. W takim przypadku ich parametry są dokładnie takie same jak lustrzanki.
Mała
matryca – mały obiektyw.
Mała
matryca niesie za sobą także inne konsekwencje. Pozwala mianowicie na
znaczne zmniejszenie rozmiarów obiektywu i przesunięcie go bliżej
matrycy. Jest to zjawisko bardzo pożądane, gdyż pozwala na
miniaturyzację całego aparatu. To niewątpliwa zaleta. W tej konkurencji
kompakty są nie do pobicia. Lustrzanka cyfrowa , ze względu na swą
budowę nigdy nie osiągnie rozmiarów paczki papierosów. Najmniejsze
kompakty możemy ze względu na ich rozmiar i wagę schować do kieszonki w
koszuli, zabrać w każdą podróż wrzucając do najmniejszej nawet torby
podróżnej.
Ale mniejsze obiektywy to nie tylko kwestia miniaturyzacji. Ich zmniejszenie to także znaczne skrócenie ogniskowej. Typowy obiektyw aparatu kompaktowego z 4-krotnym zoomem ma fizyczna ogniskową ok. 5-20 mm. Ze względu na wielkość matrycy daje to przeliczeniową ogniskową ok. 35-150 mm, ale pociąga za sobą jedną bardzo istotną konsekwencję. Chodzi mianowicie o głębię ostrości. Jak pamiętamy zależy ona m.in. od ogniskowej obiektywu – im krótsza ogniskowa, tym większa głębia. Przy tak krótkich ogniskowych mamy w istocie do czynienia z ultra-szerokokątnymi obiektywami nie występującymi w lustrzankach. Ich głębia ostrości, szczególnie na tzw. szerokim końcu jest tak duża, że praktycznie bez względu na ustawioną ostrość wszystkie obiekty oddalone od aparatu od ok. 40 cm do nieskończoności są ostre. Oznacza to większy odsetek zdjęć udanych, mniejsze wymagania w stosunku do systemu ustawiania ostrości AF i dodatkowe zjawisko rzadko występujące w lustrzankach, polegające na „pocztówkowej” ostrości wszystkich elementów zdjęcia bez względu na położenie, zarówno obiektu głównego na pierwszym planie, jak też tych bardziej odległych.
Omawianą sytuację ilustruje tabela poniżej dla przykładowej ogniskowej przeliczeniowej 35 mm i odległości 1 m.
|
Rodzaj aparatu |
Wielkość matrycy (mm) |
Ogniskowa fizyczna obiektywu (mm) |
Ogniskowa przeliczeniowa (mm) |
Przesłona |
Głębia ostrości (m) |
|
Kompakt |
9x6 |
5 |
35 |
f 4,0 |
0,47 do nieskończ. |
|
Lustrzanka |
20x15 |
22 |
35 |
f 4,0 |
0,9 do 1,1 |
Niestety,
przy pomocy aparatu kompaktowego będzie nam bardzo trudno zrobić
zdjęcie o wyższych walorach artystycznych, ze świadomym zastosowaniem
głębi ostrości. Zdjęcie poniżej zamieszczone zrobione lustrzanką z
odległości ok. 1,5 m byłoby bardzo trudno powtórzyć kompaktem. Nie tylko
zresztą ze względu na brak możliwości zastosowania małej głębi
ostrości, ale także na wielkość szumów kompakta (zdjęcie bez lampy,
czułość ISO 1600, bardzo słabe światło zastane – półmrok).

Reasumując,
wielkość obiektywu pociąga za sobą szereg konsekwencji, które w
zależności od punktu widzenia mogą być traktowane jak wady, lub zalety. W
tej kategorii nie ma chyba zdecydowanego lidera.
Uniwersalność
– zaleta czy wada?
Istotną
cechą każdego aparatu fotograficznego jest jego uniwersalność.
Najlepiej gdyby można było robić nim wszystkie rodzaje zdjęć, zarówno
szeroką panoramę, jak tez portret ze znacznym zbliżeniem i oczywiście
zdjęcia tele, z dużej odległości. Potrzebny jest więc uniwersalny
obiektyw, o dużej krotności ogniskowej. Niestety z praw fizyki - których
nawet najwięksi producenci nie mogą zmienić - wynika nieubłaganie, że
najlepsze parametry optyczne uzyskują obiektywy stałoogniskowe, lub
zoomy o bardzo małym zakresie zmian. Wszystkie tak zwane superzoomy,
często o krotności ogniskowej 10x a nawet więcej, obarczone są dużymi
zniekształceniami optycznymi, które pojawiają się szczególnie wyraźnie
na brzegach kadru, oraz przy całkiem otwartej przesłonie.
Kompakty
są jednak w sytuacji nieco uprzywilejowanej, ponieważ małe matryce w
które są wyposażone wykorzystują tylko środkową część soczewek
obiektywu, czyli strefę o zdecydowanie najmniejszych zniekształceniach
optycznych. W trosce o najwyższe parametry zdjęć, lustrzanki miały
zawsze obiektywy wymienne, aby ich zakres precyzyjnie dopasować do danej
sytuacji. To niewątpliwa zaleta, jeśli mamy czas na przygotowanie się
do zdjęcia, nie pada akurat deszcz i nie spotkała nas burza piaskowa na
pustyni.
Tak
czy inaczej właściciel lustrzanki powinien mieć kilka obiektywów na
każdą okazję. Po pierwsze tzw. szeroki kąt do krajobrazów, lub ciasnej
architektury i zdjęć dużych grup ludzi, lub w małych pomieszczeniach,
czyli coś w zakresie 17-50 mm. Po drugie tzw. krótkie tele do zdjęć z
pewnej odległości, czyli koncerty i imprezy otwarte na niezbyt dużych
przestrzeniach – zakres ogniskowych od 28-105 do 50-150 mm. Po trzecie
coś na polowanie z większej odległości, czyli tele: np. 70-300 mm. Ale
to jeszcze nie wszystko. Szanujący się fotoamator powinien mieć w
komplecie tzw. portretówkę, czyli jasny obiektyw (przynajmniej f/2,8) o
ogniskowej w zakresie 50-100 mm i coś bardzo jasnego do zdjęć w trudnych
warunkach np. 30 f/1,8 lub 50 f/1,4. No i na koniec coś do zdjęć makro,
czyli obiektyw o powiększeniu 1:1. Ile to kosztuje, ile to waży i jak
to wszystko nosić i szybko wymieniać? Nic dziwnego, że moda na
superzoomy dotarła także i tutaj.
W
odpowiedzi na zapotrzebowanie rynku pojawiły się obiektywy do lustrzanek
z serii 18-200 mm i podobne. Niestety ta próba uniwersalności w
przypadku lustrzanek nie wypada najlepiej – obiektywy o przystępnej
cenie są wybitnie kiepskie, a te nieco lepsze kosztują tyle, co
przynajmniej dwa niezłe kompakty z dużym zoomem. Obiektywy profesjonalne
o dużym zakresie, to już zupełnie inna bajka - droga bajka na poziomie
ok. 10 tyś zł (np. Canon 28-300 f/3,5-5,6 USM).
W kategorii uniwersalności lepiej wypada aparat kompaktowy. Posiadacze lustrzanek o ile nie chcą wydać na sprzęt równowartości samochodu mają do wyboru, albo torbę z kilkoma obiektywami do wymiany, albo raczej kiepskie superzoomy, których jakość jest do zaakceptowania przy przesłonie w okolicach f/8, co oznacza możliwość robienia poprawnych zdjęć wyłącznie w dobrych warunkach oświetleniowych, lub przy bardzo silnej lampie błyskowej.
Zaawansowane
technologie, czyli krótkie życie kompaktów.
Sprzedaż
aparatów kompaktowych na niespotykaną wcześniej skalę pozwoliła na
znaczne obniżenie ich ceny (kto dziś pamięta pierwsze kompakty z matrycą
1,2 mln pikseli w cenie ok. 5 tyś. zł ?) i równocześnie doprowadziła do
szybkiego postępu technicznego w ich budowie. Dzisiaj zakłada się, że
kompakt żyje jako nowość ok. 4 miesiące – potem przychodzą następne
modele. Dzięki tym częstym zmianom w kompaktach szybciej i łatwiej
wdrażane są nowe rozwiązania techniczne. Nie wdając się w dyskusję o
zasadności tychże nowinek, odnotować trzeba po stronie kompaktów np.
funkcję rozpoznawania twarzy, redukcji efektu czerwonych oczu,
zaawansowane technologie ustawiania ostrości, analizy sceny i sterowania
błyskiem, oraz wykorzystywanie najnowszej generacji procesorów, często o
wyższym numerze niż te stosowne w lustrzankach.
W tym
miejscu wspomnieć trzeba o jeszcze jednej możliwości aparatów
kompaktowych – kręceniu filmów video. Chociaż konserwatywni fotograficy
podchodzą do niej z lekceważeniem, jest to jednak funkcja bardzo
przydatna dla przeciętnego fotoamatora. Najczęściej jakość nagrywanego
filmu i dźwięku jest na tyle zadowalająca, że można bez problemu
zaprezentować znajomym na monitorze komputera lub telewizora nakręcony
własnoręcznie film z wakacji. Dodajmy, film o parametrach bez porównania
lepszych, niż kręcony telefonem komórkowym.
Przypomnijmy
również dla porządku, że lustrzanka w swoim klasycznym sposobie
działania nie jest w stanie kręcić filmów, ze względu na ograniczenia
mechaniczne lustra. Choć nie można oczywiście wykluczyć, że kiedyś
powstanie model z podnoszonym na czas kręcenia filmów lustrem tak, aby
możliwe było działanie lustrzanki analogiczne do aparatu kompaktowego.
W konkurencji wdrażania rozwiązań technicznych liderem jest aparat kompaktowy. Jest on swoistym polem doświadczalnym testującym pewne nowe pomysły i technologie. Część z nich może wydawać się śmieszna, jak np. funkcja aparatu wykrywająca uśmiech osoby fotografowanej, ale większość z nich wchodzi potem na stałe do standardów produkcyjnych.
Podobieństwa
i różnice.
Choć –
jak napisałem wcześniej – kompakt i lustrzanka to dwa nieco inne
rodzaje aparatów, trwa cichy i powolny proces wzajemnego przenikania
cech obu konstrukcji. Jeśli uświadomimy sobie jak dalece dzisiejsze
lustrzanki różnią się od swoich analogowych przodków, to zobaczymy
wyraźnie które rozwiązania przeszły z aparatów kompaktowych do
lustrzanek. Dawny fotograf miał do dyspozycji pokrętło czasu na
korpusie, pierścień przesłony i pierścień ostrości manualnej na
obiektywie. Ostrość ustawiana była na matówce, a parametry oświetlenia
oceniało się na oko przy pomocy tabeli naświetleń, lub w wersji bardziej
profesjonalnej korzystając ze światłomierza. To wszystko. Cała
elektronika, która była początkowo zastosowana w kompaktach, aby uczynić
z nich automaty do robienia zdjęć, przeszła stopniowo do lustrzanek
amatorskich. Można wymienić: autofokus w tym tryb śledzenia obiektu i
automatyczny wybór punktów ostrości, bracketing ekspozycji, balansu
bieli, a nawet ostrości, zielony tryb Auto i tryby preselekcji czasu i
przesłony, różnorodne tryby tematyczne, matrycowy pomiar światła,
zaawansowane tryby sterowania błyskiem, ekran LCD do podglądu zdjęć (w
tym także odchylany), podgląd sceny na ekranie LCD na żywo, pilot
zdalnego sterowania i wiele, wiele innych rozwiązań.
To co dzisiaj łączy aparat kompaktowy i lustrzankę to takie same rozdzielczości matrycy, podobne zakresy (przeliczeniowe) ogniskowych obiektywów, podobne funkcje i możliwości (z wyjątkiem kręcenia filmów przez lustrzanki), a nawet identyczny kształt, wielkość i wygląd w wypadku kompaktów zaawansowanych. Kompakty coraz częściej wyposażane są w tryby manualne zarezerwowane kiedyś wyłącznie dla lustrzanek, możliwości rejestrowania zdjęć w formacie RAW, a nawet są już modele z dużą matrycą formatu APS-C (Sony R-1). Są także coraz szybsze, doganiając lustrzanki krótkim czasem startu, szybkością autofokusa i zapisu zdjęć na karcie. Istotne dwie różnice to brak ruchomego lustra i niewymienne obiektywy w kompaktach.
Pieniądze,
pieniądze…
Na koniec została jeszcze jedna, ale może najważniejsza różnica. Już na pierwszy rzut oka widać, że cenowo kompakt jest bezkonkurencyjny. Można z pewnym przybliżeniem przyjąć że cena dobrego aparatu kompaktowego o zaawansowanej konstrukcji i dużych możliwościach wynosi mniej więcej tyle, co najtańszej lustrzanki w wersji body, czyli bez obiektywu, lub z tzw. obiektywem kitowym dodawanym przez producenta „na dobry początek” za dopłatą ok. 100-200 zł. W przypadku aparatu kompaktowego to właściwie koniec zakupów (można ewentualnie dokupić lampę błyskową), w przypadku lustrzanki - dopiero początek. Skompletowanie choćby kilku podstawowych obiektywów o których pisałem w punkcie poprzednim, plus lampa błyskowa, to wydatek przekraczający wartość kompaktu kilka razy. Dalsze rozmyślanie nad tym problemem pozostawiam Czytelnikom.
Podsumowanie
Tych kilka punktów przedstawionych powyżej to właściwie tylko wstęp do dużego opracowania na temat wyższości kompaktów nad lustrzankami, lub odwrotnie. Tak jak napisałem wcześniej nie usiłowałem wskazać zwycięzcy, a jedynie przybliżyć Czytelnikom problem, aby mogli z większą świadomością dokonać wyboru i kupić dla siebie coś najbardziej odpowiedniego. Początkującym fotoamatorom polecam także inne artykuły z naszej serii „Pierwsze kroki”. Dla bardziej zaawansowanych przeznaczone są natomiast artykuły z serii „Dla dociekliwych”.
Wiesław Kasprzyk
grudzień 2007
Czytaj pozostałe Pierwsze kroki.

