Ulica Łukasiewicza jest w tej chwili jedną z najniebezpieczniejszych ulic w mieście. Kierowcy pędzą tu jak szaleni, a mieszkańcy w godzinach szczytu wolą nie wychodzić z domu.
- Jak droga była dziurawa, to jeździli wolno i było bezpiecznie. Teraz, podobnie jak w Słocinie, po wyremontowaniu drogi są tacy, którzy pędzą tamtędy 100 km/godz. Na to my nic nie możemy poradzić – komentuje „Gazecie” polską rzeczywistość Piotr Magdoń, dyrektor MZD.
Mieszkańcy, którzy w godzinach popołudniowego szczytu wolą już pozostać w domach niż ryzykować potrącenie na dwóch ulicznych przejściach, mówią o progach zwalniających. - Skoro kierowca udaje, że nie widzi pieszego, to już próg będzie musiał zobaczyć – argumentują. Problem w tym, że Łukasiewicza jeżdżą także autobusy komunikacji miejskiej.
Zresztą Łukasiewicza jeżdżą wszyscy – jeżdżą mieszkańcy osiedla Zalesie i studenci, jeżdżą do Błędowej Tyczyńskiej, Słociny, Chmielnika i Matysówki; Malawy, Kraczkowej i Łańcuta. Łatwiej wymienić tych, którzy nie jeżdżą niż jeżdżą i wiadomo, każdemu się spieszy. Ruch rozładowałoby zakończenie przebudowy ulic Dunikowskiego i Wieniawskiego. Ale tego w miesiąc nie da się zrobić, a mieszkańcy Łukasiewicza chcieliby na już. O ile budowa Wieniawskiego wolno, bo wolno, ale jakoś się posuwa (realizację kolejnego etapu zaplanowano na przyszły rok), o tyle z Dunikowskiego wciąż walczą działkowicze.
MZD zapowiada, że jeżeli sytuacja się nie poprawi to progi zamontuje.