Choć Watykan dopuszcza do pełnienia służby ministranckiej także dziewczęta, na Podkarpaciu się ich nie spotyka. Dlaczego? – Bo wypierają chłopców – odpowiadają duchowni. Spróbujmy obalić mity.
Ani Stolica Apostolska, ani Episkopat nie zabrania dziewczętom służby przy ołtarzu. Mimo to ministrantka to zjawisko rzadkie, a na Podkarpaciu graniczące z cudem. Podkarpaccy duchowni jako główny argument podają ten, że dziewczęta wyparłyby spod ołtarzy chłopców, a najwięcej kapłanów rekrutuje się właśnie z byłych ministrantów.
Idąc tropem tego zuchwałego argumentu, zapytamy, co w takim razie z powołaniami zakonnymi? Tych też jest mało, a skoro ministrantura jest inkubatorem dla powołań, dlaczego nie zadbać o żeńskie zakony? Na audiencji generalnej w sierpniu 2001 roku Jan Paweł II zwrócił się do uczestników europejskiej pielgrzymki ministrantów tymi słowami: „Jak pięknie byłoby, gdyby młodzi mężczyźni z waszych szeregów zdecydowali się na kapłaństwo! (...) Być może Pan wzywa tę czy inną dziewczynę spośród was, by prowadziła życie poświęcone Bogu i w ten sposób służyła Kościołowi i człowiekowi”?
Poza tym dlaczego to niby ministrantki miałyby zagarnąć dla siebie przestrzeń przed ołtarzem? Tomasz Kwiecień, przeor poznańskiego kościoła dominikanów w swojej książce „Błogosławione marnowanie” sprawę wyjaśnia tak: „Jeżeli chodzi o ministranturę żeńską, jestem jej przeciwnikiem. Nie z tego powodu, że uważam kobiety za niezdolne do pełnienia ważnych funkcji, ale dlatego, że uważam je za zdolne sto razy bardziej niż mężczyźni. Biorąc tę posługę w swoje ręce, wygonią mężczyzn z kretesem, bo mężczyźni są leniwi. (…)Im się po prostu nie chce. A dziewczyny robią to świetnie, zgrabnie, z wielkim gustem, taktem i klasą - doskonale się w tym czują.”
Cóż za zręczny wywód. Dziewczęta są chwalone i dyskretnie odsuwane od ołtarza. Ale jego główna teza brzmi przecież, że chłopcy są leniwi. Po pierwsze zapytajmy więc, dlaczego dziewczęta mają za to płacić? Po drugie czy służba przy ołtarzu, w ogóle życie w wierze nie opiera się na samodoskonaleniu, pokonywaniu własnych słabości, walki z grzechem (lenistwo jest jednym z grzechów głównych)? Ministrantki nie tylko poprawiłyby jakość służby, ale ich obecność zmobilizowałyby chłopców. Swoją drogą przy ołtarzu pozostaliby tylko ci, którzy gotowi są na dodatkowy wysiłek i którym dziewczęta by nie przeszkadzały - a to oznacza, że mieliby oni większą świadomość tego, czym jest wspólnota kościoła i posługa ministrancka.
Poza tym słowo ministrant pochodzi od łacińskiego ministrare - służyć, podawać do stołu, pomagać. Ministrant nie oznacza służebności kapłańskiej, nie ma podtekstu klerykalnego. Oznacza służbę Chrystusowi. Czy godzi się odmawiać pełnienia tej służby dziewczętom? W średniowieczu zabobonnie odsuwano kobiety od ołtarza. Teraz również sprowadza się je do roli statystek. Choć duchowni nie znajdują żadnego logicznego argumentu na to, że dziewczęta nie mogą być mnistrantkami.
BM