W Rzeszowie wspólnym mocnym głosem samorządowcy, dyrektorzy i pracownicy szpitali
W czwartkowe południe pracownicy publicznych placówek służby zdrowia w regionie, tłumnie stawili się pod rzeszowskim oddziałem NFZ w Rzeszowie. Organizatorzy zakładali że przyjedzie ok. 600 - 700 osób ale pojawiło się więcej. Przemaszerowali oni z parkingu pod Halą Podpromie, skandując: "Kto daje i odbiera!", "Równe prawa dla wszystkich także starszych!", "Ratujcie Podkarpacie!", "Nasi pacjenci zasługują na więcej!". Była też symboliczna trumna przygotowana przez pracowników placówki w Sanoku.
Pracownicy służby zdrowia przyjechali do stolicy Podkarpacia ramię w ramię z dyrektorami placówek w których pracują. - Teraz wspólnymi siłami musimy powalczyć nie tylko o swoje miejsca pracy ale przede wszystkim o to, czy z braku pieniędzy nasze placówki po prostu nie przestaną istnieć. Co będzie z pacjentami? A gdzie Konstytucja która gwarantuje ochronę zdrowia? - pytali gromadząc się przed pikietą na parkingu przy Hali Podpromie. - To niesprawiedliwe! Mieszkańcowi województwa mazowieckiego fundusz daje 1610 zł, a podkarpackiego tylko 1230 zł. Czy jesteśmy gorsi? - pytali.
Wśród obecnych chyba nie zabrakło przedstawicieli któregoś ze szpitali w województwie. - To protest przeciwko dyskryminacji podkarpackich szpitali - jak podkreślił przed pikietą Zbigniew Strzelczyk, dyrektor Szpitala Powiatowego w Kolbuszowej. - Pierwszy raz w historii kraju, wszyscy dyrektorzy szpitali w regionie, jednogłośnie zbuntowali się przeciwko podpisaniu niekorzystnych dla szpitali kontraktów - powtórzył w południe pod rzeszowskim NFZ przy Zamkowej.
Wielu z przybyłych na pikietę podkreślało, że sytuacja na oddziałach jest trudna. Chcą pracować ale boją się, że bez zawartych korzystnych kontraktów, sytuacja stanie się beznadziejna. - Przyjechałam na protest, jestem z ZOZ-u w Górnie i jestem pracującą pielęgniarką - przedstawiła się Renata Koziej. - Mamy nadzieję ze ta decyzja NFZ będzie zmieniona. My już w tym momencie nie wiemy, co mamy choremu podawać, z czego zrezygnować przy tych kosztach - czy zapewnić opiekę, czy posiłek czy lekarstwa? Jak zabezpieczyć pacjenta? - pyta przed wyjściem w stronę NFZ z parkingu przy Hali Podpromie. - My myślimy o chorych, a tu poobcinane są najbardziej fundusze na opiekę długoterminową i paliatywną. Na dzień dzisiejszy odmawia się im podstawowych praw - dodała rozgoryczona.
W czasie protestu bardzo mocną reprezentację miał Szpital Powiatowy w Mielcu. I trudno się dziwić. Dziś komfortowa dla pacjentów i zmodernizowana placówka, która ma znakomitą renomę w kraju, także dzięki bardzo dobrej ekipie lekarzy, stoi przed problemem braku pieniędzy na realizację swoich zadań. - Stąd nasza determinacja wzmocniona poczuciem krzywdy. Bo nie można traktować regionów w Polsce w sposób wybiórczy, że bogatym się daje więcej a biednym się zabiera - mówił w drodze na Zamkową Leszek Kołacz - dyrektor Szpitala Powiatowego w Mielcu. - Na Konwencie będą prawdopodobnie parlamentarzyści, przedstawiciele marszałka, wojewody, dyrektorzy szpitali, przedstawiciele związków zawodowych i będzie też podsumowanie akcji i nakreślenie kierunków co będzie dalej. Nasz głos - jeśli nie będzie zauważony w Rzeszowie, będzie musiał być przeniesiony do Warszawy.
Dyrektor Kołacz nie krył dumy ze swojego szpitala i podkreślał, że placówka mielecka ma spore osiągnięcia. - Jesteśmy tym bardziej rozgoryczeni, skrzywdzeni i zapomnieni, dlatego nasz protest w taki sposób jest akcentowany - mówił. W przypadkach wielu szpitali obecna sytuacja, to wyraz walki o to, czy będą istnieć. - Tak, szpitale nie podpisały kontraktów, a do ogłoszonych konkursów przez NFZ, szpitale nie przystąpią i ktoś kto odpowiada zabezpieczenie bezpieczeństwa zdrowotnego w naszym państwie i województwie musi się nad tym problemem pochylić - dodał dyrektor. - Z tych obietnic nic praktycznie nie wyszło - powtarzał.
Pikietujących mielczan wspierał także Andrzej Chrabąszcz Starosta Powiatu Mieleckiego. - Mamy problem bo szpitale powinny normalnie funkcjonować i leczyć pacjentów. W Mielcu szpital pracuje na najwyższym poziomie i potwierdzają to nie tylko pacjenci ale odpowiednie certyfikaty, akredytacje i opinie. To jest 21 miejsce w Polsce - chwalił w czasie przemarszu pod NFZ starosta. Przyjechał wraz z dyrektorem mieleckiego szpitala i pracownikami do Rzeszowa z głosem samorządowców. - Nie rozumiemy dlaczego brakuje determinacji rządzącym, żeby coś w tym kierunku zrobić. Kiedy mówiono chociażby o tym, że gdy sale będą dostosowane i spełnią standardy - będą dofinansowane. A co mamy? - pytał starosta. - Co roku problemy finansowe. Dlatego chcemy pokazać - mówię w imieniu powiatów - że jest źle. Liczymy na to że ktoś pójdzie po rozum do głowy i te środki, które może nie są takie duże na Podkarpacie wreszcie przekaże - mówi. - Brakuje dobrej woli i mam nadzieję że akcja zwróci uwagę osób decyzyjnych w Polsce, także pana Premiera - dodawał już pod siedzibą NFZ przy Zamkowej.
A pod siedzibą funduszu było gorąco. Jak powiedział zgromadzonym Adam Krzysztoń, przewodniczący konwentu powiatów województwa podkarpackiego, niepodpisanie niekorzystnych kontraktów przez wszystkie podkarpackie szpitale, oznaczać będzie drastyczne ograniczenie w przyjmowaniu pacjentów. - Będą zwolnienia, a nawet bankructwa placówek. Długi szpitali sięgają aż 280 mln zł - dodał wicemarszałek Kazimierz Ziobro.
Przed planowanym na 13.00 konwentem powiatów województwa podkarpackiego, delegacja złożyła stanowisko i list otwarty do prezydenta i premiera w siedzibie NFZ. Nie obyło się bez przepychanek z ochroną.
Starostowie zagrozili, że jeśli NFZ nie zmieni swoich decyzji, powiadomią Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, że Podkarpacie zostaje bez opieki szpitalnej.
Zobacz pełną galerię zdjęć z pikiety.
miasto_rze