Naukowiec będąc w Mielcu zwrócił uwagę na potrzebę wprowadzenia zmian w systemie polskiego szkolnictwa.
Prof. dr hab. Łukasz A. Turski to wybitny polski fizyk. Specjalizuje się w fizyce materii skondensowanej oraz mechanice statystycznej. W 1965 roku ukończył studia w dziedzinie fizyki na Uniwersytecie Warszawskim, a obecnie jest profesorem w Centrum Fizyki Teoretycznej PAN. Wykłada też w Katedrze Fizyki na Wydziale Matematyczno - Przyrodniczym Szkoły Nauk Ścisłych Uniwersytetu im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.
Profesor Turski to także aktywny popularyzator nauki oraz publicysta. Jest autorem licznych artykułów popularnonaukowych oraz programów telewizyjnych. Był jednym z pomysłodawców budowy Centrum Naukowego „Kopernik". W 1998r. został laureatem nagrody im. Hugona Steinhausa za zorganizowanie pierwszego Pikniku Naukowego w Polsce, a w 2000 roku otrzymał Medal Europejskiego Towarzystwa Fizycznego za działalność popularnonaukową.
- Jak rozpoczęła się Pana życiowa przygoda z fizyką?
- To było tak dawno, że nie pamiętam (śmiech). W latach 50., kiedy chodziłem do szkoły, wbrew pozorom, panowały bardzo dobre warunki do nauki. Oczywiście zainteresowania musiały się wiązać z pewnym kompromisem z otaczającą rzeczywistością, ale nauka pozwalała na dużą swobodę, na wejście do świata prawdziwej wolności.
- Jest tyle różnych dziedzin nauki, dlaczego właśnie fizyka? Czym ona tak Pana oczarowała?
- Studiowałem na Uniwersytecie Warszawskim i samo przekroczenie progu Instytutu Fizyki, było dla mnie jak przekroczenie granic innej, fascynującej rzeczywistości. Fizyka to niesamowicie pasjonujący przedmiot, właściwie to całe życie. Jako jedyna dziedzina stworzyła własne narzędzia badawcze, z których korzystają inne nauki np. biologia, czy medycyna, której fizycy bardzo dużo zaoferowali. Fizyka sama w sobie jest ekscytująca, daje wiele możliwości, dlatego widzę niesamowite szanse dla młodych ludzi, którzy chcieliby zgłębić tę piękną wiedzę. Naprawdę gorąco wszystkich zachęcam.
- Jest Pan inicjatorem wielu przedsięwzięć promujących naukę. Jak Pan ocenia efekty tych działań?
- Prawie 16 lat temu, kiedy zaczynałem pierwszy Piknik Naukowy w Polsce wyśmiewano się ze mnie, że mi zupełnie palma odbiła. Wówczas w kraju nie organizowano takich działań. Teraz spotkać je można wszędzie. Dziś jestem w Mielcu i widzę wiele osób przyjeżdżających na Festiwal Nauki i Techniki, które chcą zobaczyć, posłuchać jak nauka się rozwija. 15 lat temu nikt się tego nie spodziewał, czyli warto było zacząć.
Moje działania są najlepszym przykładem, że powiedzenie: ludzi w Polsce nic nie interesuje, to nieprawda. Na Piknik Naukowy Polskiego Radia, jednego dnia w jednym miejscu, spotyka się ok. 100 tysięcy osób. To więcej niż można spotkać podczas meczy piłkarskich, w dodatku Piknik Naukowy nie wymaga żadnej interwencji policji. Osobiście uważam, że jeżeli mówi się, że ulice są dla szalikowców, to będą dla nich, ale one powinny bezpiecznie służyć przede wszystkim dzieciom, które chcą przychodzić do szkoły na zajęcia, chcą się uczyć i rozwijać. Trzeba im to umożliwić i my, naszymi różnymi przedsięwzięciami staramy się w tym kierunku działać.
- Od czego należałoby w takim razie zacząć, by zapewnić dzieciom rozwój, godne warunki do nauki?
- Po pierwsze trzeba zmienić skostniały system polskiej szkoły, który posługuje się trudnym językiem dla młodych ludzi. Z rozmysłem próbuje się wtłaczać dzieciom coś, co jest im kompletnie obce i czasami w ogóle niepotrzebne. Należy zdać sobie sprawę, że każdy człowiek ma coraz większą nieformalnie zdobytą wiedzę. To nie świat ma się do szkoły dostosowywać, tylko szkoła do zmian otaczającej rzeczywistości.
- W takim razie, jakie rozwiązania Pan proponuje, by uleczyć obecny system szkolnictwa?
- Nauczyciele powinni przestać się bać mówić: nie wiem. Słowa te nie zmniejszą ich zaufania, czy autorytetu wobec uczniów. Świat się zmienił i stwierdzenie „zapytajcie wujka google”, to naprawdę nic złego. Jak w filmie „Archiwum X”: The truth is out there - czyli wszystko jest tam, trzeba tyko popatrzeć, poszukać, najlepiej razem, wspólnie nauczyciele z dziećmi.
Uważam także, że szkoła powinna przestać funkcjonować według hierarchii wieku urodzenia uczniów. Nie ma żadnego powodu, aby dzieci uczyły się w klasach stworzonych rocznikowo, bo to nieprawda, że każdy jedenastolatek jest tak samo zainteresowany matematyką, czy biologią. Należy rozbudować szkołę, można wprowadzić klasy zainteresowania. Wszystko sprowadza się do tego, że nauczyciele powinni zmienić metodykę nauczania, ale oni także są ofiarami skostniałego systemu. Dlatego trzeba wspólnie działać i to jest naprawdę bardzo ważne.
Rozmawiała Monika Konefał