Tym razem z sesji nie uciekną, a po prostu na nią nie przyjdą. Podobnie jak nie będą uczestniczyć w kolejnych głosowaniach dotyczących Malawy. Radni Malawy mają dość.
Malawa z sesji na sesję powraca jak bumerang. Prezydent liczy, że a)nie stawi się ktoś z przeciwników przyłączenie, b)przeciwnika uda się złamać, c) ewentualnie przekonać. Nie właściwe skreślić. To kpina z rady miasta, która jest przecież organem stanowiącym, uważają radni z klubu PO i PiS. Prezydent urasta do rangi cara imperatora, a rada miasta atrapy na karton i ślinę.
Dlatego na czwartkowej sesji nadzwyczajnej, tuż przed podjęciem dyskusji na temat Malawy, Kaźmierczak poprosiła o przerwę na naradę klubu. Radni z klubu PiS i PO opuścili salę. Dec napisze list, w którym przyzna, że może i to było nieeleganckie, ale nie mieli wyboru.
Teraz radni chcą zachować się stosownie – po prostu uprzedzają, że nie przyjdą ani na środowe, ani na żadne inne glosowanie w sprawie Malawy. Swoje zdanie już raz wyrazili, nie ma żadnej nowej okoliczności, są tylko naciski. Te ucieczki urastają już do rangi happeningu. Radni czują się jak marionetki. Nie pozostaje nic innego jak zerwać sznurki i uciec z teatru.
BM