Choć rzeszowskie hotele nie znalazły się na liście centrów pobytowych podczas mistrzostw (Ministerstwo Sportu zamknęło ją jeszcze w 2011r.), to lokalni hotelarze mają nadzieję na niezły utarg.
W końcu Rzeszów leży na szlaku tranzytowym i zagraniczni kibice, żeby dostać się na mecz muszą chcąc nie chcąc o Rzeszów zahaczyć. Prezydent Ferenc nie wątpi, że jak już raz zahaczą to się zakochają i do Rzeszowa prędzej czy później powrócą, a hotelarze zacierają ręce.
Póki co wolne miejsca są, ale w hotelach raz po raz rozdzwaniają się telefony, podenerwowani turyści pytają o ceny, pewnie penetrują rynek albo wyznaczają trasy. W końcu w Rzeszowie mamy hotele o różnych standardach, dostosowanych do biznesmenów, których garnitury wymagają czterogwiazdkowych fotelowych obić i ich żon, czyli hotel równa się spa plus gabinet odnowy, kosmetyczka, fryzjer i osobisty trener.
Mamy też hotele skromniejsze, dla zorganizowanych grup kibiców, którzy po szybkim prysznicu zasilą okoliczne puby, przyssą się do kraników z polskim piwem i na prawdziwym polskim kacu, wsiądą do busów.
Do Euro przygotowują się także centra handlowe. Takie Millenium Hall na przykład będzie miało mnóstwo atrakcji oraz niespodziankę w postaci koncertu zespołu o renomie światowej. Będzie też telebim i miasteczko kibica.
Na Rynku plany są skromne: mają postawić telebim. Ale znając inwencję prezydenta, niewykluczone, że na tym się skończy.