Dawniej okres świąt wielkanocnych w regionie był okresem wypełnionym myśleniem magicznym, symbolicznym. Podczas rezurekcji poszukiwano nawet czarownice.
W okresie Wielkanocy uaktywnia się symbolika i myślenie symboliczne, czasami nieuświadamiana. Dotyczy to wody, ognia i jaja. Nie wiemy dlaczego tak chętnie podczas dyngusa używamy wodę, dlaczego święcimy wodę – mówi Jacek Tejchma, etnograf. Tuż przed świętami opowiedział nam o tradycjach lub obrzędach wielkanocnych wsi w regionie.
Skąd przy okazji Wielkanocy magia, czary? - To bierze się jeszcze z czasów pogańskich. Ogień i woda mają mieć pewną moc. Woda ma właściwości zapładniające, obmywające, oczyszczające. Podobnie ogień ma właściwości oczyszczające. A jajo jest wiecznym symbolem odradzania się. Chrześcijaństwo zaakceptowało te wzorce jednocześnie zwalczając myślenie w trybie pogańskim – wyjaśnia Tejchma.
By się uchronić od nieszczęścia
Ale nie wyłącznie woda lub ogień miały spore znaczenie, pojawiały się inne symbole. - Wodę święcono, wodę pokrapiano pola w Wielką Sobotę, ale też sporą rolę odgrywała palma. To dawniej była wiązka zwykłego ziela, rozwijającej się zieleni, może też trzciny błotnej lub jałowca. Po poświęceniu zakładano ją za obraz. W przypadkach ekstremalnych, czyli zagrożeniu pożarem czy zagrożeniu uderzeniem pioruna, palma miała uchronić domostwa. Jeśli zbliżała się pora wypędzania bydła na pastwiska to palmę należało zapalić i okadzić bydło, najlepiej żeby bydło przeszło przez tę palmę. Można było także okadzić dom. Wiążemy to z myśleniem magicznym, zabiegiem symbolicznym mającym zabezpieczyć i oczyścić. Słyszałem też o takim zwyczaju, że nad palącą się palmą należało przerzucić proso lub zboże. Oczywiście też symbolicznie, nie całymi worami. Po co? By to zboże nie było zachwaszczone na polu, by było zdrowe, by był urodzaj – opowiada nam Jacek Tejchma.
Odgadnięta czarownica zmłóciła zboże
Wielkanocne kontakty ludzi z światem magii przybierały także dosyć zaskakujące formy. Na przykład podczas rezurekcji, które odbywały się w niedzielę, identyfikowano czarownice. - To rzecz związana z Wielką Niedzielą. W Gawłuszowicach spotkałem zapis, który opowiada jak odnaleźć czarownicę w rezurekcje. Jak to zrobić? W prosty sposób. Trzeba przygotować sobie deskę z trumny, która musi mieć dziurę po sęku. Z fragmentem takiej deski należy się udać przed rezurekcją pod kościół. Wszyscy, którzy idą do kościoła mogą być przez tę dziurę po sęku obserwowani. W pewnym momencie można było zauważyć, poprzez niepokój i charakterystyczne zachowanie, która osoba jest czarownicą. Za czarownicę we wsi uważano na przykład taką osobę, która potrafiła odebrać mleko krowom. Taki przypadek miał miejsce w Gawłuszowicach. Jeden z mieszkańców spróbował tej praktyki i okazało się, że czarownicą jest jego sąsiadka. Ta zorientowała się, że jest śledzona, że została odgadnięta jako czarownica. Zemściła się. Chłopu na wiosnę grad zmłócił całe zboże. Chłop uznał, że tej praktyki nie należy już powtarzać. Deskę spalił – przytacza gawłuszowicką opowieść nasz rozmówca.
Kilka takich okresów w roku
Jak wyjaśnić takie praktyki? - Etnografia i etnologia tłumaczą to bardzo prosto, ale ciekawie. Każdy okres przejścia wyzwala aktywność mocy pozytywnych i negatywnych. Jest kilka takich okresów w kalendarzu. To na przykład wypadająca blisko Wielkanocy równonoc wiosenna, także równonoc jesienna oraz przesilenie letnie, wypadające w okolicy dnia Świętego Jana, czy przesilenie zimowe, które wypada w okolicy Bożego Narodzenia. To są te dni, które sprzyjają aktywności sił niebezpiecznych, które mogą człowiekowi zaszkodzić. Wtedy należy się zabezpieczać, ale też wtedy można łatwo odnaleźć te siły. Duży było w związku z tym obostrzeń, zakazów, zachowań w dawnych wioskach. Dzisiaj już tego nie ma – wyjaśnia Jacek Tejchma.
Dzisiaj niewiele osób pamięta jeszcze o tej ludowej magii. - Niewiele już pozostało po tych zwyczajach. Palma święcona jest jedynie jako pamiątka wjazdu Chrystusa do Jerozolimy, nikt nie okadza palmą bydła lub nie chodzi w Wielką Niedzielę w pola z krzyżykami wykonanymi z palmy. Takie krzyżyki zatykano w polach, by te rodziły obficiej. Na wsi mało kto uprawia Dyngusa. Kościół sformalizował te wszystkie obyczaje i obrzędy ludowe. Poświęcenie ognia i wody odbywa się tylko jako część liturgii kościelnej. Ale nikt nie korzysta już z tego do poświęcania pól albo domostwa – dodaje mielecki etnograf.
Jacek Tejchma badał dawne zwyczaje regionu. Opowiedział nam o wielu ciekawych tradycjach czy obrzędach wielkanocnych. Do poniedziałku będziemy w portalu publikować ciekawe historie wielkanocne z naszego regionu.