Siarczyste mrozy dały się we znaki również budowlańcom. Główne rzeszowskie place budowy wyglądają jak po cywilizacyjnej apokalipsie.
Betonowy kościec kompleksu City Center tkwi wymarły pośrodku miasta. Szarawa plomba po wyrwie hotelu Rzeszów. Albo sceneria filmu SF, który zakłada w swojej fabule cywilizacyjny Armagedon. Podobnie jest na miejskim stadionie. Jedynie wielki dźwig do wznoszenia konstrukcji dachowej kłuje smętnie niebo. Podkarpacka opustoszała. Samochody swobodnym strumieniem przepływają przez rozkopaną ulicę. Jakby mieszkańcy uciekali przed epidemią.
Praca przy takich mrozach nie ma sensu. Rury pękają, woda zamarza i no i zwykła ludzka wytrzymałość nie zniesie takiego zimna. Na budowach skupiono się więc na pracach porządkowych i odśnieżaniu. Na szczęście ciepła jesień i sprzyjająca aura w początku zimy pozwoliła nadgonić prace. Żadna z budów nie jest opóźniona. Co będzie dalej? Pracownicy nie chcą na razie o tym myśleć.