Po nagłośnionych przez media i działaczy Ruchu Palikota absurdach w komunikacji publicznej, niezachwiana pewność siebie ZTM -u zaczyna się łamać…
Od 1 lutego bilety normalne jednoprzejazdowe podrożały o 10 groszy, ulgowe – o 5 groszy. Zarząd Transportu Miejskiego mówi o wysokich cena paliwa i nikt o podwyżki nie ma specjalnych pretensji.
Następnie zarząd wprowadza nowe zasady dystrybucji biletów MPK i drobnym sprzedawcom – odkąd nie mogą liczyć na upusty i rabaty – handel biletami przestaje się opłacać. Ale bojkotu nie widać, kioskarze skarżą się jedynie na łamach prasy.
Potem zarząd chce oduczyć krnąbrnych pasażerów kupowania biletów u kierowcy i spowalniania przejazdów autobusów. Od 1 lutego u kierowcy kupisz tylko bilet godzinny – za 4 zł. Już po przegłosowaniu ustawy radni ocknęli się z machinalnego podnoszenia ręki i obiecali interwencję. Do interwencji jednak nie doszło. – No bo rzeczywiście, sam niejeden raz widziałem jak u kierowcy tworzy się kolejka, a potem skargi, że MPK wiecznie spóźnione – mówili.
Ale 4-złotowy bilet w dzień, zamienia się w 8-złotowy w nocy. - Tłuczesz się po żal się Boże „kaszlakiem” przez całe miasto. Marzniesz i wąchasz spaliny albo bezdomnego, a płacisz jak za taksówkę – skarży się Marcin, student Politechniki.
Absurdy zaczęli też tropić rzeszowscy działacze Ruchu Palikota. Napisali list do prezydenta Ferenca z prośbą o natychmiastową zmianę ustawy, dotyczącej biletów MPK.
Po takich nagonkach Zarząd Transportu Miejskiego przyznał, że 8 zł za kurs nocny wyszedł im trochę niefortunnie. Na najbliższej sesji rady miasta zaproponują korektę, zgodnie z którą bilet jednogodzinny za 4 zł będzie można kupić u kierowcy i w dzień i w nocy. Jeśli radni zaakceptują korektę, nowy przepis wejdzie w życie od 1 marca.
Ale rzeszowianie już znaleźli sposób na drogi bilet godzinny. Okazuje się, że w autobusach komunikacji publicznej obowiązują dwa cenniki. Jeden dla strefy miejskiej ZTM-u i drugi dla stref podmiejskich MPK (za wyjątkiem Świlczy). Za bilet MPK w strefie podmiejskiej u kierowcy zapłacimy 3,20 zł, a nie 4 zł. Rachuba czytelna, a przecież nikt nie będzie sprawdzał, gdzie wysiądziemy…