- Kiedy miałem 5 lat ojciec zabrał mi piłkę i dał skrzypce. Bez tego nie byłbym tym, kim teraz jestem – powiedział Zbigniew Wodecki. Setki par rąk zaczęło klaskać, a usta rozpływać w uśmiechu...
Taki był cały koncert – ciepły, skrzący dowcipem i wspomnieniami.
- 50 lat temu przyszło na świat dziecko płci męskiej - co rozpoznano po owłosieniu – i powiedziało: dajcie mi skrzypce, zagram Wam Karłowicza! – zapowiedział występ konferansjer i wszyscy, łącznie z gościem wieczoru, wybuchnęli śmiechem.
Rzeszowianie entuzjastycznie przyjęli Wodeckiego, zachwyceni jego elegancją, skromnością, przemiłym sposobem bycia i uśmiechem – łagodnym, takim, który mówi, że właściciel poznał sens życia i jest w tym życiu spełniony. Konferansjer gładko prowadził publiczność przez kolejne etapy koncertu, okraszając go humoreskami z życia wielkich kompozytorów i z życia samego Wodeckiego. To nie był zwykły koncert – to połączenie kabaretu, występu piosenkarza i koncertu orkiestralnego.
- Czy nie młody już, ale nadal obiecujący skrzypek może zagrać Mendelssohna? – czarował konferansjer. – Oczywiście, że może. Ale, po pierwsze, musi być młody duchem, a po drugie – musi grać jak nasz solista!
Wodecki razem z orkiestrą filharmonii wykonał fragmenty koncertów skrzypcowych: Karłowicza, Bacha, Mendelssohna, Wieniawskiego i Czajkowskiego. A w drugiej części zaśpiewał: Zacznij od Bacha, Teatr uczy nas żyć, Lubię wracać tam, gdzie byłem, Over the rainbow, My way, Mona Lisa, Znajdziesz mnie znowu, Oczarowanie, Opowiadaj mi, When I fall in love, Ciao, ciao bambino, Czardasz i oczywiście Pszczółkę Maję!
Muzyka sączyła się z estrady, żar południa zelżał i w powietrzu czuć było przyjemny wieczorny chłodek, słońce złociło rynek. To był wspaniały lipcowy wieczór.
ZOBACZ ZDJĘCIA