"Myślę, że nie ma dużego niedosytu. Na pewno jest szkoda, że przegraliśmy ten mecz. Każdy z tych pięciu setów inaczej się potoczył. Szkoda na pewno tego czwartego, że go nie wyciągnęliśmy, bo był w końcówce remis, no i początek tie-breaka nie ułożył się po naszej myśli. Pewnie gdzieś w głowie została nam ta końcówka, bo można było zamknąć mecz w czterech setach i dlatego tak to wyglądało, ale wróciliśmy do gry i walczyliśmy do końca" - mówił Lukas Vasina, przyjmujący Asseco Resovia.
Rzeszowianie mieli duże problemy z zatrzymaniem dwójki graczy Ziraatu Bankasi: Matthewa Andersona i Woutera Ter Maata. "Myślę, że grają bardzo szybkie piłki z rozgrywającym z każdej sytuacji. Jak jest złe przyjęcie też grają szybko. Myślę, że byliśmy dobrze przygotowani. Przegraliśmy, ale wszystko jest nadal otwarte i może poukładać się po naszej myśli" - uważa Vasina.
Asseco Resovia, żeby myśleć o triumfie w Pucharze CEV, musi w Turcji wygrać 3:0 lub 3:1. W przypadku wygranej 3:2 triumfatora wyłoni złoty set. "Pojedziemy do Ankary po zwycięstwo za trzy punkty, które przecież gwarantuje zdobycie pucharu. Tak więc nic się nie zmienia. Oczywiście jest mi bardzo przykro, że przegraliśmy przed naszą publicznością. Naprawdę szkoda. Słyszałem, że będziemy mieć bardzo dobre wsparcie kibiców w Ankarze. Będziemy walczyć i będziemy próbować to, żeby tam zagrać jak najlepsze spotkanie" - stwierdził czeski przyjmujący zespołu z Rzeszowa.
Asseco Resovia broni tytułu zdobytego przed rokiem i jest pierwszą polską drużyną, który drugi rok z rzędu gra w finale ww. rozgrywek. (PAP)
rm/ sab/
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz